27.1.12

Zabawy w śniegu


- Tato, chodź na sanki! – krzyczały dzieci. - Nie – zakaszlałem – jestem przeziębiony. Dzieci zniknęły mi z pola widzenia. To była pierwsza tej zimy wycieczka do zaśnieżonego lasu. Białemu puchowi długo nie spieszyło się, by pokryć warstwą przyrodę. Ale wreszcie spadł. Liczyłem, że dzięki temu będziemy mogli obserwować tropy zwierząt. Jacuś grzecznie spał w wózku, a Ida z Kacprem oraz ich przyjacielem Kosmą rozbiegli się gdzieś po lesie. Pojawiali się czasami, ciągnąc sanki, rzucając się śnieżkami, krzycząc, a potem znów znikali – raz z przodu, raz z tyłu. Śnieg je tak ucieszył, że cała reszta – zwierzęta, tropy, ślady – przestała istnieć w ich świecie. Ale przecież śnieg to też przyroda. Co z tego, że nieożywiona. Skoro dzieci się cieszą, to warto mu się przyjrzeć.

11.1.12

Zbieramy ptasie gniazda 


- Znalazłam! Znalazłam! – krzyczała Ida. – Tato, chodź, zdejmiesz je.
Poczłapałem za córką, która biegła przede mną pokrzykując i radośnie wymachując rękoma. Potem z dumą pokazała gniazdo, które znajdowało się niemal na szczycie cienkiej brzózki. Dostrzegła je tam wraz ze swoją koleżanką Eweliną.
- O nie – westchnąłem. – Radźcie sobie same.
- Kacprowi zdjąłeś – zaperzyła się Ida.
- Zdjął, ale mi je rozwalił – wyjaśnił Kacper.
To prawda. Mój syn też znalazł gniazdo umieszczone wysoko na cienkiej brzozie. Nawet nie próbowałem się na nią wdrapywać, ale chciałem je zrzucić długim patykiem. Owszem, spadło, tyle że połamane na kawałki.
- Dobra, to sama sobie poradzę – zawołała Ida i razem z Eweliną ruszyła na poszukiwanie kija, którym mogłaby zrzucić znalezione gniazdo.