11.1.12

Zbieramy ptasie gniazda 


- Znalazłam! Znalazłam! – krzyczała Ida. – Tato, chodź, zdejmiesz je.
Poczłapałem za córką, która biegła przede mną pokrzykując i radośnie wymachując rękoma. Potem z dumą pokazała gniazdo, które znajdowało się niemal na szczycie cienkiej brzózki. Dostrzegła je tam wraz ze swoją koleżanką Eweliną.
- O nie – westchnąłem. – Radźcie sobie same.
- Kacprowi zdjąłeś – zaperzyła się Ida.
- Zdjął, ale mi je rozwalił – wyjaśnił Kacper.
To prawda. Mój syn też znalazł gniazdo umieszczone wysoko na cienkiej brzozie. Nawet nie próbowałem się na nią wdrapywać, ale chciałem je zrzucić długim patykiem. Owszem, spadło, tyle że połamane na kawałki.
- Dobra, to sama sobie poradzę – zawołała Ida i razem z Eweliną ruszyła na poszukiwanie kija, którym mogłaby zrzucić znalezione gniazdo.

Dwójka starszych dzieci ze znajomymi i kuzynami rozbiegła się po lesie. Ja zostałem z ich mamą oraz naszym najmłodszym dzieckiem – śpiącym w wózku trzymiesięcznym Jacusiem. Był koniec grudnia, ale zamiast śniegu padał lekki deszczyk. Nie widać było zwierząt, a drzewa pozbawione liści wyglądały szaro i smutno. Musiałem trochę przymusić dzieci, by wybrały się na wycieczkę do lasu, bo pogoda raczej zachęcała je do pozostania w domu. Wkrótce się jednak okazało, że taki czas ma swoje zalety. Już na początku drogi znaleźliśmy w niewielkim krzewie gniazdo jakiegoś ptaka. Chyba któregoś z gatunków pokrzewki.
Między pracowicie poukładanymi źdźbłami traw ptak wplótł też nylonowy sznurek – taki, który na wsi nazywają „szpagatem”. Potem znaleźliśmy jeszcze gniazdo jakiegoś drozda – śpiewaka, paszkota lub kosa. Poznać je łatwo, bo jest nieco większe od innych, a przede wszystkim od środka pokryte glinianą wylepą. Kilka minut później dostrzegliśmy kolejne gniazdo na drzewie, jeszcze inne - w środku gęstego jałowca. Porobiliśmy im zdjęcia, które można obejrzeć na górze tego tekstu.- Skąd zimą tyle gniazd? – zdumiewała się Ida.
- Ja myślę, że ptaki zimą muszą mieć ciepłe miejsce do spania – próbowała znaleźć wyjaśnienie Ewelina. Zaśmiałem się. Przede wszystkim, gdyby ptaki używały tych gniazd, to byśmy ich nie zbierali. Główną zasada przy obserwacji przyrody jest przecież taka sama jak przy leczeniu ludzi „Po pierwsze: nie szkodzić”. Po drugie, większość drobnych ptaków buduje gniazda tylko do jednorazowego użytku. Składa w nich jaja, wysiaduje je, a potem wychowuje pisklęta. Gdy młode opuszczą gniazdo, przestaje ono być potrzebne. Nawet jeśli ptaki ponownie składają jaja w tym samym roku, to w nowym domku. Stary zaś gnije i niszczeje. Oczywiście są wyjątki – jaskółki na przykład chętnie zasiedlają swe gliniane gniazda wielokrotnie. Nie mówiąc już o dużych ptakach, jak orły czy bociany, które korzystają ze swoich domostw przez długie lata. Większość jednak drobnych ptaków, które gniazda budują ze źdźbeł traw, mchu czy patyczków, porzuca je i nigdy do nich nie wraca. Latem bez wyraźnej potrzeby lepiej ich nie zaczepiać. Po pierwsze ptaki dobrze je ukrywają wśród roślinności. Po drugie czasem możemy się pomylić – gniazdo może być w budowie, albo nie zauważymy jaja, a wtedy, zabierając je, szkodzimy ptakom. Zimą zaś, gdy opadają liście z drzew, a rośliny zielne więdną, gniazda stają się łatwo widoczne wśród nagich gałęzi i zeschniętej trawy. Mamy też pewność, że są całkowicie niepotrzebne. Ba, zdejmując je, pomagamy przyrodzie - robimy miejsce, w którym jakiś ptak znów będzie mógł wiosną na nowo wybudować gniazdo. Z pomocą dobrych przewodników – takich jak świetne „Gniazda naszych ptaków” Jerzego Gotzmana i Bolesława Jabłońskiego – możemy się też uczyć rozpoznawać, czyje gniazdo znaleźliśmy. Przy okazji można podziwiać jak misternie uplecione są nawet najzwyklejsze gniazda: te powyginane patyczki, trawy, w środku puch lub mech. I jeszcze znaki cywilizacji – sznurki, kawałki ubrań czy izolacji z domów, które ptaki dodają do swoich roślinnych domostw. Oglądając gniazda mózg więc pracuje, a i zabawa przy tym jest przednia. Dzieci tak się rozkręciły, że zaczęły rywalizować ze sobą, kto zbierze więcej gniazd. By wygrać, Ida z Eweliną dorwały blisko czterometrowy kij, którym strząsnęły znalezione przez siebie gniazdo na ziemię i potem pokazały je Kacprowi. Ale to już była przesada. Zamiast cieszyć się przyrodą, dzieci zaczęły się kłócić, kto wygrał.


Dla zachęty polecam intrygujący fotoreportaż o gniazdach ptaków z całego świata - proszę kliknąć tutaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz