27.2.12




- Mam mokre rękawiczki…
- To weź moje – podałem Kacprowi parę rękawiczek.
- Ja też mam mokre… - jęknęła Idusia.
- Kacper, daj jedną Idusi i sobie zostaw drugą – próbowałem jakoś zaradzić trudnej sytuacji.
- Ale ja mam też mokrą kurtkę – dodała Ida.
- A ja buty… - westchnął Kacper.
Na to już nie mogłem nic poradzić. W czasie naszej ostatniej wycieczki do lasu lało tak mocno, że właściwie niewiele zobaczyliśmy. Nie chciało mi się nawet wyjmować lornetki ani aparatu  fotograficznego. Głowę zakryłem kapturem i szedłem dziarsko przed siebie. Dzieci przez pewien czas szalały na śniegu, który jeszcze nie zdążył się roztopić, ale gdy już przemokły całkowicie, zmarkotniały i zaczęły marudzić, kiedy wreszcie dojdziemy do domu…
A skoro już tak mokniemy i niewiele widzimy, to wrócę do czasu, gdy jeszcze panował mróz i śnieg, jak na porządną zimę przystało. Wówczas to, podczas jednej z naszych wycieczek „w przyrodę”, napotkaliśmy świeżo nadgryzione pnie drzew. Obok leżały wióry, a na śniegu widniały tropy zwierząt. Łatwo było rozpoznać, że mamy do czynienia z bobrami.

Zmagały się z trudnymi warunkami, bo one nigdy nie przesypiają zimy. W najgorsze mrozy są aktywne, muszą jeść i jakoś żyć bez świeżych roślin. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu w Polsce bobrów prawie nie było. Wydawało się, że wymrą całkowicie. Jednak dzięki udanej akcji ich przywracania przyrodzie, odrodziły się i stały się nawet dość pospolite. Pisałem o tym na blogu „A dlaczego?”. Spotkać je więc nietrudno, a właściwie to nietrudno spotkać ślady ich działalności, bo same zwierzęta prowadzą raczej skryty tryb życia. Jeszcze trudniej je zobaczyć zimą. Chowają się w swoich domach, zwanych żeremiami. Tam mają trochę pokarmu, bo ich dom jest zbudowany z patyków, które mogą stopniowo zgryzać. W miarę upływy zimy mieszkanie więc się stopniowo poszerza.
Inne gałęzie bobry gromadzą pod wodą jako spichlerze. Co jakiś czas podpływają do nich, by zjeść lub zabrać małe co nieco. A wreszcie, gdy pogoda pozwoli lub głód przyciśnie, wychodzą na brzeg i nadgryzają okoliczne drzewa. Nie są wtedy tak wybredne jak latem czy wiosną. W ciepłych porach roku najchętniej bowiem jedzą miękkie rośliny wodne i przybrzeżne, gustują też w łyku topól i wierzb. Zimą, gdy zapasy się kończą, nie gardzą już jednak ani drewnem olchy ani leszczyny – co właśnie widzieliśmy podczas naszego spaceru.
Na górze zamieszczam jedno zdjęcie z tej wyprawy, a poniżej jeszcze kilka. Kto by chciał wiedzieć więcej o bobrach, polecam wizytę na stronie Wikipedii oraz portalu Ekologia.pl.
I tuszę, że podczas następnej wycieczki „w przyrodę” nie będziemy moknąć, lecz obserwować pierwsze oznaki wiosny. 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz