28.3.12



- Dobrze jest. Jutro nie powinno być mgły. Zobaczymy te gęsi – pocieszał Bartek Smyk, ornitolog, gdy jechaliśmy wieczorem drogami Doliny Baryczy.
Starałem się uwierzyć. Tego dnia wstałem wpół do piątej rano, by zobaczyć stada tysięcy gęsi. Były, to prawda, ale dało się to poznać jedynie po gęganiu i łopocie skrzydeł. Gęsta mgła skutecznie zasłoniła nawet pojedyncze ptaki. Umówiliśmy się więc na wyprawę następnego dnia. Mieliśmy nadzieję, że tym razem mgła się grzecznie rozwieje i słynne stawy pokażą swe wiosenne cuda.


W Dolinę Baryczy trafiłem dzięki zaproszeniu Fundacji EkoRozwoju z Dolnego Śląska. Z powodu tej wyprawy nie udało mi się w ostatni weekend wybrać z dziećmi „w przyrodę”. Uznałem jednak, że nie ma sensu opisywać odkryć z naszych poprzednich wypraw, skoro za oknem wiosenna przyroda zmienia się z dnia na dzień. I dlatego właśnie dziś nie będzie o naszej rodzinnej wycieczce, a o wrażeniach z mojego wyjazdu do jednego z najciekawszych ornitologicznie miejsc w Polsce. Ale godnego polecenia dla całych rodzin. Teren jest łatwo dostępny, nieprzeładowany turystycznie, spokojny i atrakcyjny przyrodniczo. W dolinie rzeki Baryczy już bowiem co najmniej 600 lat temu utworzono stawy rybackie. Płytkie i rozległe zbiorniki wodne, w których hodowano karpie, przyciągnęły mnóstwo ptaków. Jeziora tego typu, gdy powstają naturalnie, dość szybko zarastają roślinnością. Stawy Milickie były i są regularnie czyszczone przez ludzi, dzięki czemu ptasi raj nie znika. W roku 1963 utworzono tu rezerwat – do dziś największy rezerwat ornitologiczny w Polsce.
Stawy Milickie słyną więc z wielu rzadkich ptaków, które tam można spotkać bez problemu i to w dużych ilościach. Największy rozgłos zyskały chyba jednak stada gęsi, które zatrzymują się tam wiosną i jesienią. Koniecznie chciałem je zobaczyć. A to najlepiej udaje się wczesnym rankiem, gdy jeszcze siedzą na stawach. Potem, gdy słońce wzejdzie, gęsi rozlatują się na żerowiska, pola i łąki, i rozpraszają się na mniejsze grupy. To dlatego Bartek, ja i kilkoro innych dziennikarzy wstaliśmy o wpół do piątej rano, by już o piątej oglądać nad wodą gęsi.
Za pierwszym razem, jak to już pisałem, nie udało się. Dlatego wszyscy twardo zdecydowaliśmy się, by wyprawę powtórzyć. Wieczór pierwszego dnia był ciepły, bezmgielny. Stąd nadzieja, która wstąpiła w serce Bartka i nasze. Ponownie więc wstaliśmy o wpół do piątej rano i o piątej dotarliśmy nad stawy. A tam… hm, mgła była jeszcze gęstsza! A gęsi oczywiście gęgały jak najęte.
- O, gęgawy – oznajmił Bartek.
Zdziwiliśmy się, bo prawdę mówiąc nie wiedzieliśmy, po czym ornitolog rozpoznał gatunek gęsi.
- Gęgawa ma głos podobny do głosu zwykłej gęsi domowej, która zresztą się od niej wywodzi – tłumaczył Bartek. – Jej gęganie jest najniższe i zarazem najgłośniejsze. Gęś zbożowa gęga nieco wyżej, a najwyższy i najdelikatniejszy głos wydaje gęś białoczelna.
To okazało się dobrym początkiem dla lekcji rozpoznawania ptasich głosów. W gęstej mgle niewiele było widać, ale ptakom nie przeszkadzało to w trelowaniu, ćwirkaniu i czykczyrikowaniu. Darły się na potęgę. Tuż nad nami, na wysokim dębie, popisywał się drozd śpiewak. Słychać też było pierwiosnka, ziębę, kowalika i paru innych gości. Żeby usłyszeć ten koncert najlepiej właśnie wstać wcześnie rano. Śpiewają głównie samce po to, by popisać się przed partnerkami i by wyznaczyć swoje terytorium. Nieraz te śpiewy przeradzają się w ostre rywalizacje. A samice słuchają i na tej podstawie często wybierają sobie partnera. Muzyk David Rothenberg, autor interesującej książki „Dlaczego ptaki śpiewają”, uważa, że czynią to także z czystej potrzeby i przyjemności. Dla naukowców to raczej hipoteza nie do przyjęcia, ale może jedno nie przeczy drugiemu? Może drozd śpiewak śpiewa jednocześnie i dla celów rozrodczych, i dla przyjemności?
Tak czy owak śpiew ptaków, szczególnie tych małych, wciąż sprawia ornitologom wiele problemów. Przede wszystkim dlatego, że śpiewają one krtanią dolną, podczas gdy ludzie – górną. Ich organ głosowy ma dwie strony, które pracują oddzielnie. Do tego krtań otacza pięć par mięśni. To dlatego nasze ucho odbiera ich dźwięki jak kilka pieśni śpiewanych jednocześnie. Ornitolodzy mieli kiedyś poważny problem, jak je notować. Próbowano to robić za pomocą zapisu nutowego. Ale zobaczcie poniżej, co im wychodziło:



Zabawne, prawda? Dziś ornitolodzy mają już świetne urządzenia elektroniczne. Zamiast więc dźwięk zapisywać na papierze, po prostu go nagrywają. Efekty ich pracy można posłuchać na przykład tutaj lub tutaj.
Oczywiście gęsi nie mają takich umiejętności wokalnych. Ich gęganie jest dość proste. Co nie oznacza, że nie warto go posłuchać. Liczę, że następnym razem w Dolinie Baryczy naprawdę zobaczę te stada tysięcy gęsi. A jako wspomnienie (dla mnie) i zachętę (dla innych) zamieszczam na górze zwiastun filmu przyrodniczego Artura Homana „Rytmy natury w Dolinie Baryczy”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz