27.4.12

A nie wierzyłem! Już podczas obrączkowania ptaków nad morzem, o czym pisałem kilka dni temu, Ida snuła przede mną wizje, jak to po powrocie przygotuje komiks o naszej wyprawie.
- Tak, tak – odpowiadałem. – Dobrze, dobrze. Świetny pomysł.
Nie sądziłem jednak, że coś z tego wyjdzie.
Myliłem się. Wkrótce po powrocie Ida poprosiła mnie, bym przekopiował zdjęcia na pendrive’a i wybrała się do Mai - swojej przyjaciółki z klasy. Jej tato ma podobno na swoim komputerze świetny program do przygotowywania komiksów. Dziewczyny siedziały razem cały wieczór, ale wykonały naprawdę świetną rzecz. Nie mogłem się powstrzymać, by nie zamieścić jej na blogu. Bo może ten komiks bardziej przemówi do wyobraźni dzieci i ich rodziców niż moja poprzednia opowieść? Jeśli tak się stanie, tylko się ucieszę. 
Hm, a może sam będę musiał się nauczyć przygotowywać coś takiego? Tylko czy będę potrafił dorównać Idzie i Mai? Proszę popatrzeć:

Komiks o obrączkowaniu - część pierwsza
©
  by Ida & Maja

Komiks o obrączkowaniu - część druga,
©
by Ida & Maja


23.4.12


Rudzik

 - Ida, chcesz jeszcze kanapkę?
- Potem. Teraz idę na obchód.
- Kacper, a ty? Mlekiem z chrupkami chyba się nie najadłeś?
- Tak, tak, jestem głodny, ale zjem potem. Muszę iść na obchód.
Obydwoje zniknęli w lesie. Ja zaś zostałem z kromką chleba w ręku nad stołem, gdzie stały dwie puste miski po mleku. Zbaraniałem. Oczywiście, gdy zaplanowałem wyjazd na Akcję Bałtycką, czyli wielką coroczną operację obrączkowania ptaków na wybrzeżu naszego morza, marzyło mi się, że dzieci polubią ptaki. Ale nigdy nie przypuszczałem, że będą wstawać codziennie przed szóstą rano, co godzinę biegać na obchody siatek, by pomagać dorosłym w wyjmowaniu zaplątanych w nie ptaków i że nawet będą wolały nie dojeść śniadania niż stracić okazję obejrzenia nowych okazów.

11.4.12




- Widziałem! Widziałem! – krzyczał Kacper. – Była taka piękna, taka kolorowa. Machnęła mi ogonem.
- Gdzie? Gdzie? – wołałem, dobiegając do syna.
- Zniknęła. Schowała się. Ale była. Widziałem ją. Naprawdę! – powtarzał raz po raz, gdy my staliśmy nad płytkim bajorem wpatrując się z niedowierzaniem w mulistą wodę.
W święta Wielkanocy nadal było zimno. Pojechaliśmy jednak „w przyrodę”, by sprawdzić, czy płazy zaczęły już swoje gdy. Mamy takie swoje ulubione miejsce: wielki dół w środku lasu, z którego kiedyś wydobywano żwir. Koparki pozostawiły wielometrowe ściany i dno poryte metalowymi gąsienicami. Niegdyś eksploatowano tam żwir na wielką skalę, ale potem zmniejszono wydobycie i większą część wyrobiska na powrót zajęła przyroda. Na dnie powstały bajora, wokół których wyrosły łany pałek wodnych i zarośla krzaczastych wierzb.



3.4.12



 

- A poziomki to kiedy będą miały owoce? – zapytała Ida.
- W lipcu – odparłem.
- A maliny?
- Też w lipcu...
- A te, no… czarne jagody?
- W lipcu…
- Wiesz tata, ja jednak wolę lato – podsumowała Ida, chowając dłonie głęboko w rękawy swej kurtki.
Mimo nawrotu zimna i porywistego wiatru pojechaliśmy w niedzielę do lasu. W książce Richarda Louva „Ostatnie dziecko w lesie” przeczytałem przecież, że „nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie”. Zgodnie z tą zasadą ubraliśmy się ciepło i ruszyliśmy „w przyrodę”. Niestety, w okrojonym składzie. Jacek jest za mały, by wędrować w taki ziąb po lesie. Kacper się przeziębił. Obydwaj musieli zostać w domu, a z nimi ich mama. Goście też tym razem nie dołączyli się do nas. Do lasu wybrałem się więc sam z Idą.