23.4.12


Rudzik

 - Ida, chcesz jeszcze kanapkę?
- Potem. Teraz idę na obchód.
- Kacper, a ty? Mlekiem z chrupkami chyba się nie najadłeś?
- Tak, tak, jestem głodny, ale zjem potem. Muszę iść na obchód.
Obydwoje zniknęli w lesie. Ja zaś zostałem z kromką chleba w ręku nad stołem, gdzie stały dwie puste miski po mleku. Zbaraniałem. Oczywiście, gdy zaplanowałem wyjazd na Akcję Bałtycką, czyli wielką coroczną operację obrączkowania ptaków na wybrzeżu naszego morza, marzyło mi się, że dzieci polubią ptaki. Ale nigdy nie przypuszczałem, że będą wstawać codziennie przed szóstą rano, co godzinę biegać na obchody siatek, by pomagać dorosłym w wyjmowaniu zaplątanych w nie ptaków i że nawet będą wolały nie dojeść śniadania niż stracić okazję obejrzenia nowych okazów.

Po raz pierwszy w Akcji Bałtyckiej uczestniczyliśmy trzy lata temu. Opisałem to na swoim poprzednim blogu. Od tego czasu Ida wciąż mnie męczyła, byśmy się wybrali po raz kolejny. Wciąż jednak coś nam w tym przeszkadzało. Jesienią dzieci zaczynały szkołę, więc nie chciałem ich odrywać od nauki. Wiosną 2010 przygotowywaliśmy się do wyjazdu na rok do USA, wiosną 2011 byliśmy na wyjeździe w USA. Dopiero wiosną 2012 nic nas nie zatrzymywało. Tylko mama i Jacuś musieli zostać w Warszawie. Wybraliśmy się więc w trójkę: ja, Ida oraz Kacper.
Wynajęliśmy pokój w domu niedaleko obozowiska obrączkarzy, którzy nocowali w namiotach. Sądziłem, że dzieci będą chciały pospać trochę dłużej, a ja już rano będę obchodził siatki i wyjmował z nich ptaki. Potem licencjonowany obrączkarz, którym na naszym „turnusie” była Gosia Pietkiewicz z Wrocławia, miał im zakładać obrączki,
Obrączkowanie rudzika

mierzyć je,
Mierzenie śpiewaka

ważyć,
Ważenie

a na koniec wypuszczać na wolność.
Wypuszczanie na wolność

Ida i Kacper jednak od pierwszego dnia oznajmili, że też będą wstawać wcześnie rano wraz ze mną. O 5.30, gdy dzwonił budzik, byli niewyspani, często w nie najlepszych humorach, ale i tak na moje usilne prośby, by zostali trochę dłużej w łóżkach, reagowali jedynie lekceważącymi prychnięciami. Ubierali się prędko i biegli przez las do stacji obrączkowania, by zdążyć na pierwszy tego dnia obchód siatek. Szybko bowiem zdali sobie sprawę, że rano łapie się najwięcej ptaków. I do tego często innych niż za dnia.
Ponad połowa wszystkich ptaków, łapanych i obrączkowanych na Akcji Bałtyckiej, to prześliczne rudziki. Również w czasie naszego pobytu najczęściej z siatek wyjmowaliśmy właśnie te ptaszki o dużych oczach i ceglastej piersi
Rudzik


Ale trafiały się nam też drozdy śpiewaki,
Drozd śpiewak

sikory bogatki,
Sikora bogatka

sikory modre, zwane też modraszkami,
Modraszka

strzyżyki,
Strzyżyk

podobne do siebie mysikróliki i zniczki,
Zniczek

a raz nawet płochacz pokrzywnica.
Pokrzywnica

Było też trochę pierwiosnków, piecuszków i kapturek. Trafiła się zięba, kwiczoł oraz droździk.
Stacja obrączkowania znajduje się tuż obok morza, gdyż wiosną i jesienią właśnie wzdłuż wybrzeża Bałtyku fruną miliony ptaków. Dla osób, które jak my uczestniczą w akcji jako wolontariusze, ma to dodatkową zaletę. Wystarczy przecież przejść parę kroków od bazy, by znaleźć się na pięknej i o tej porze roku zupełnie pustej plaży.
Plaża w Dąbkowicach

Ida i Kacper właściwie więc nie wracali do  naszej kwatery przez cały dzień. Między kolejnymi obchodami siatek bawili się na plaży, odrabiali lekcje na trawie, czytali szkolne lektury, gawędzili z ornitologami i oczywiście sprzeczali się między sobą. Od szóstej rano do ósmej wieczorem spędzali czas wyłącznie "w przyrodzie". W niektóre dni bywało dość zimno, więc ubierali się w zimowe kurtki, czapki i szaliki. W inne przygrzewało słońce i opalało ich blade twarze. Jadali mniej regularnie. A mimo to nie chorowali, a właściwie nawet czuli się lepiej. Kacper, który od paru tygodni wciąż był lekko przeziębiony, ozdrowiał całkowicie. Ida, która bywa niejadkiem, sama dopominała się o posiłki. No, chyba, że był czas obchodu siatek. Wtedy mogła oderwać się od najsmaczniejszego dania, byle tylko nie przeoczyć tej atrakcji.   
Pod koniec naszego pobytu odniosłem jednak wrażenie, że dzieci się nieco znudziły Akcją Bałtycką. W drodze powrotnej do Warszawy zapytałem więc ich, czy będą chcieli przyjechać raz jeszcze.
- Oczywiście – odparła Ida.
- Tak. Było super – dodał Kacper.
- Ale chyba na koniec trochę się znudziliście, prawda? – zasugerowałem.
- Nie – odpowiedzieli.
– Bo nigdy nie  było wiadomo, co wpadnie w siatkę – wyjaśniła Ida. – Bo to się wydaje, że już tylko rudziki i rudziki, a tu nagle coś dziwnego siedzi…
Hm, wygląda na to, że za rok też będziemy musieli pojechać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz