3.4.12



 

- A poziomki to kiedy będą miały owoce? – zapytała Ida.
- W lipcu – odparłem.
- A maliny?
- Też w lipcu...
- A te, no… czarne jagody?
- W lipcu…
- Wiesz tata, ja jednak wolę lato – podsumowała Ida, chowając dłonie głęboko w rękawy swej kurtki.
Mimo nawrotu zimna i porywistego wiatru pojechaliśmy w niedzielę do lasu. W książce Richarda Louva „Ostatnie dziecko w lesie” przeczytałem przecież, że „nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie”. Zgodnie z tą zasadą ubraliśmy się ciepło i ruszyliśmy „w przyrodę”. Niestety, w okrojonym składzie. Jacek jest za mały, by wędrować w taki ziąb po lesie. Kacper się przeziębił. Obydwaj musieli zostać w domu, a z nimi ich mama. Goście też tym razem nie dołączyli się do nas. Do lasu wybrałem się więc sam z Idą.

Ale bez brata Idusia nudziła się jak mops. A do tego ten ziąb. Właściwie nie było tak bardzo zimno. Zdarzało nam się przecież świetnie bawić nawet w duże mrozy. Ale parę dni ciepła już nas przyzwyczaiło do wyższych temperatur. Zwierzęta też się pochowały. Oznak wiosny jednak nie brakowało. Pąki drzew i krzewów prawie pękały już od zieleni.




Maliny wypuszczały nowe liście.

A na dnie lasu, między zwiędłymi zeszłorocznymi liśćmi drzew, wybijały pędy drobnych ziół. Śpieszą się one, by rozpostrzeć swoje liście i kwiaty nim rozwijające się drzewa zasłonią im światło. 

Ida jednak marzła i się nudziła. Co tam jakieś listki i pąki! Żeby chociaż pojawiło się coś, co dałoby się zjeść. Jakieś pachnące lasem owoce poziomki, maliny czy czarnej jagody, ech... Ale na to trzeba czekać jeszcze co najmniej trzy miesiące. Nie dziwię się, że się nudziła.
Richard Louv w swojej książce podaje kilka powodów, dla których dzieci w dzisiejszych czasach tracą kontakt z przyrodą i zaczynają się nią w niej nudzić. W USA pojawia się problem, który Louv nazwał „kryminalizacją zabawy w przyrodzie”. Otóż to, co kiedyś było największą frajdą podczas wycieczek „w przyrodę”, dzisiaj bywa nielegalne. Zakazane jest rzucanie kamieni w wodę, palenie ognisk, budowanie tam na strumieniach, domków na drzewach czy szałasów w lesie. Na obszarach cennych przyrodniczo czasem w ogóle zakazuje się zabawy. Można jedynie chodzić wytyczonymi ścieżkami i oglądać zwierzęta czy rośliny jak w muzeum.
Dzieci nie znają też przyrody w najbliższej okolicy. Czytają o lwach, tygrysach i niedźwiedziach polarnych. Nic jednak nie wiedzą o zwierzętach i roślinach, które można spotkać w pobliskim lesie. Czasem też boją się przyrody lub ją idealizują. Boją się, bo straszy się je katastrofami ekologicznymi. Idealizują, bo w filmach widzą urocze jelonki Bambi. A prawdziwa przyroda bywa groźna, ale i piękna. Jelonek potrafi być okrutny, a wilk uroczy. I na odwrót. Gdy się to wie, gdy się  umie zachowywać i bawić w przyrodzie, to widzi się jej nieodparty urok. I wtedy się po prostu czuje, że warto ją chronić.
Wiele z tez Louva wydaje mi się słusznych. Popieram jego ideę, według której należy zapobiec temu, by nasze dzieci nie stały się „ostatnimi w lesie”. By wizja, którą przedstawili twórcy filmu „Lorax” (zwiastun na górze) nigdy się nie ziściła. Ale chciałem dorzucić jedną myśl do poglądów Louva. Otóż człowiek jest stworzeniem społecznym. Dziecko potrzebuje po prostu towarzystwa innych dzieci. Ida samotnie w lesie trochę się nudziła. Gdyby był Kacper, wymyśliliby wspólnie mnóstwo zabaw. Mimo zimnej wiosny świetnie by się czuli „w przyrodzie” i dokonaliby całej masy interesujących odkryć.
Dlatego następnym razem wybierzemy się „w przyrodę” w większej grupie. Choć jednak popieramy zasadę "nie ma złej pogody", to naprawdę chętnie przywitalibyśmy trochę wyższe temperatury. Słyszy nas pani, pani wiosno? Proszę się poprawić, bo dzieci się nudzą!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz