23.5.12




- O zobaczcie, tutaj też pełno mleczy – wskazałem dzieciom trawnik w Warszawie.
- Mleczy? Gdzie? – zdziwili się Ida i Kacper.
- No tu! – podniosłem głos, gdyż śródmiejski trawnik rzeczywiście upstrzony był kulami białego puchu.
- To? To przecież dmuchawce, a nie mlecze – odparły.
- Ale to jest to samo.
- To samo? – zdumienie Idy i Kacpra jeszcze bardziej urosło. – Ale jak w takim razie mlecz zmienia się w dmuchawiec? Jak to możliwe?
Ba, nie dość, że to możliwe, to wręcz konieczne. Sens istnienia mleczy sprowadza się przecież do tego, by potem z nich powstały dmuchawce.

16.5.12



 - Wujek, płaszczyce się zapładniają! – zawołał Jaś.
- Nie płaszczyce, a płOszczyce – poprawiły go inne dzieci.
- Patrz, wujek, tutaj! – Jaś wskazał palcem na rzekę, w której wodzie rzeczywiście przemieszczały się dwa szarobrązowe owady. Oba były wyjątkowo płaskie, cienkie jak liście, a na końcu odwłoka miały długie rurki. Dzięki nim płoszczyce mogą pobierać powietrze do oddychania, bo nie mają skrzeli i zanurzone całkowicie w wodzie po pół godzinie się duszą z braku tlenu.
- A po co im te… no… - Jasiek wskazał na ich przednie odnóża, które były długie i zakrzywione.
- …szczypce? – wszedłem mu w słowo.
- No – odparł. 

8.5.12

Każde dziecko ma swe drzewko, czyli szukamy siewki jesionu


- Widziałem klonów, dęby, świerki, jesienie i szczypior – pochwalił się Jaś swoim rodzicom, gdy wróciliśmy z wycieczki do lasu.
Byłem z niego dumny. Jaś okazał się naprawdę pojętnym uczniem. Z przyjemnością wędrowało się z nim po lesie. Pytał mnie o wszystko i z uwagą słuchał odpowiedzi. Choć, oczywiście, nie wszystko powtórzył rodzicom równie poprawnie. Nie widział przecież klonów, lecz klony. Nie widział dzikiego szczypioru, lecz czosnek niedźwiedzi. A wreszcie nie chodziło o jesienie, lecz jesiony, których zresztą w ogóle nie udało nam się zobaczyć. I to był największy pech tej wyprawy.