8.5.12

Każde dziecko ma swe drzewko, czyli szukamy siewki jesionu


- Widziałem klonów, dęby, świerki, jesienie i szczypior – pochwalił się Jaś swoim rodzicom, gdy wróciliśmy z wycieczki do lasu.
Byłem z niego dumny. Jaś okazał się naprawdę pojętnym uczniem. Z przyjemnością wędrowało się z nim po lesie. Pytał mnie o wszystko i z uwagą słuchał odpowiedzi. Choć, oczywiście, nie wszystko powtórzył rodzicom równie poprawnie. Nie widział przecież klonów, lecz klony. Nie widział dzikiego szczypioru, lecz czosnek niedźwiedzi. A wreszcie nie chodziło o jesienie, lecz jesiony, których zresztą w ogóle nie udało nam się zobaczyć. I to był największy pech tej wyprawy.

Jaś bowiem pomagał mi w poszukiwaniu siewki drzewa dla najmłodszego członka rodziny, Jacusia. Kacprowi po jego narodzinach posadziliśmy siewkę dębu. Raz złamały ją psy, potem wichura zrzuciła na niego wielką lipę, dwa razy musieliśmy go przesadzać, ale mimo to drzewko przeżyło. Dziś, po 11 latach od pierwszego posadzenia, dąbek Kacpra urósł już na parę metrów i szeroko się rozgałęził. Idusi z kolei posadziliśmy jarzębinę. Jej drzewko też miało przygody, bo jego wzrost zahamowała plaga mszyc, a liście brązowiały i więdły. Teraz, po 9 latach, jarzębina już urosła na jakieś trzy metry i wypuściła właśnie liczne kwiaty, które zapowiadają piękne pomarańczowe korale na lato. Drzewko Idy jest mniejsze niż Kacpra, ale w końcu te gatunki mają różną naturę i do czego innego są przystosowane.
Nadszedł więc czas, by wybrać drzewo  najmłodszemu członkowi naszej rodziny. To był jeden z powodów wyprawy, jaką przedsięwzięliśmy w czasie przerwy majowej. Ponieważ pod koniec kwietnia nagle zrobiło się bardzo ciepło, rośliny gwałtownie ruszyły w górę. Las kipiał wręcz od zieleni. W runie leśnym obficie zakwitły zawilce, przylaszczki, ziarnopłony. W kolejce czekały już konwalie i czosnki niedźwiedzie o smacznych, jadalnych liściach. Pąki drzew rozwinęły się w liście. W tej wiosennej feerii Ida i Kacper gdzieś zniknęli mi z oczu. Jaś wytrwale jednak trzymał się mego boku i wraz ze mną szukał siewki dla Jacka.
- Może klona, wujek? – pytał.
Siewek klonów rzeczywiście widzieliśmy mnóstwo. Drzewo to spełniało też wymogi  mamy Idy, Kacpra i Jacka, która zażądała, by miało męską nazwę. Z tego zresztą powodu z góry musieliśmy odrzucić lipy, wierzby, topole czy sosny. Ale mi jakoś klon nie pasował do Jacka.
- Może świerk… - zastanawiałem się, choć bez przekonania.
Najbardziej chciałem znaleźć siewkę jesionu.
- Może to jest jesion? – wskazałem na małe drzewko o pierzastych liściach.
Po dokładnym obejrzeniu wyszło na jaw, że to niestety była siewka bzu czarnego [http://pl.wikipedia.org/wiki/Bez_czarny].
Szukaliśmy dalej. Ponieważ zaś teren był podmokły, przy okazji oglądaliśmy w kałużach liczne larwy komarów i chruścików. Jaś zachwycał się wszystkim.
Po dwóch godzinach poszukiwań poddałem się. Jesionu nie udało się znaleźć ani mi ani Jasiowi. Przyznam zresztą, że nie umiem odróżniać tych drzew po korze, a liści ich nie dostrzegłem nigdzie. Znajoma pani leśnik wyjaśniła mi potem, że nic w tym dziwnego. Jesion to drzewo, które wiosną rozwija liście jako ostatnie. Na początku maja nie widać ich więc jeszcze, bo ich nie ma. Trzeba poczekać jeszcze kilka tygodni. Ale zapewniła, że jak przyjadę do niej, to mi znajdzie piękną siewkę.
Jacuś musi jeszcze więc trochę poczekać na swoje drzewo.
A Jaś na koniec wyprawy westchnął:
- Ja też bym chciał sobie posadzić jakieś drzewko…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz