23.5.12




- O zobaczcie, tutaj też pełno mleczy – wskazałem dzieciom trawnik w Warszawie.
- Mleczy? Gdzie? – zdziwili się Ida i Kacper.
- No tu! – podniosłem głos, gdyż śródmiejski trawnik rzeczywiście upstrzony był kulami białego puchu.
- To? To przecież dmuchawce, a nie mlecze – odparły.
- Ale to jest to samo.
- To samo? – zdumienie Idy i Kacpra jeszcze bardziej urosło. – Ale jak w takim razie mlecz zmienia się w dmuchawiec? Jak to możliwe?
Ba, nie dość, że to możliwe, to wręcz konieczne. Sens istnienia mleczy sprowadza się przecież do tego, by potem z nich powstały dmuchawce.

Ale może po kolei. Roślina, która przyciągnęła naszą uwagę, jest jedną z najpospolitszych w naszym kraju. Jej oficjalna nazwa to mniszek pospolity lub mniszek lekarski (Taraxacum officinale). Naukowcy czasem przestrzegają, by nie nazywać tej rośliny „mleczem”, bo tę nazwę nosi inny gatunek – trochę podobny do mniszka, niemniej odmienny (tutaj można o nim poczytać więcej). Moim zdaniem takie próby nie na wiele się jednak zdadzą. W języku codziennym wszyscy mówimy „mlecz” na mniszka i tak już pewnie pozostanie. Określenie to wywodzi się zapewne od mlecznego soku, jaki wypływa z łodygi czy liści mniszka po zerwaniu.
Dla ogrodników ta roślina jest uciążliwym chwastem, który trudno wyplenić. Ale ma to swój urok. W końcu niewiele roślin tak dobrze radzi sobie z zanieczyszczeniem środowiska jak właśnie mniszek. Rośnie i na wsi, i w ogrodzie i w środku wielkich miast. W dodatku to naprawdę ładna roślina. Czasem już w kwietniu, a zwykle w maju i czerwcu, nasze łąki i trawniki wprost żółcą się od ich kwiatów. I znów tu jest zagwozdka. To, co ludzie nazywają kwiatem w rzeczywistości jest kwiatostanem, czyli zespołem bardzo drobnych kwiatków tworzących razem „koszyczek”. W jednym znajduje się od 40 do 100 kwiatuszków, każdy z nich ze swoimi własnymi płatkami, każdy ze słupkiem, czyli częścią rośliny, w której leży komórka żeńska i każdy z pręcikami, czyli organami wytwarzającymi ziarna pyłku z męskimi komórkami rozrodczymi. Cały taki koszyczek zamyka się na noc i w czasie niepogody, a otwiera, gdy świeci słońce. Można by powiedzieć, że słoneczko z trawnika wita swego dużego brata na niebie. Ale prawda jest taka, że chodzi nie o słońce, a o owady. Gdy jest ciepło, pojawiają się pszczoły, motyle i muchy. Mniszki przywabiają je swą żywą barwą i nektarem. Owady pożywiają się, a przy okazji przenoszą pyłek z jednego kwiatu na drugi. Gdy to się stanie, komórka męska z ziarna pyłku łączy się z komórką żeńską w kwiatowym słupku. Piękne płatki więdną, a koszyczek kwiatowy zamyka się. Nie odpoczywa jednak, lecz ciężko pracuje. Kwiatki przekształcają się wówczas w nasiona. Kiedy są gotowe, koszyczek znów otwiera się. Każde nasionko jest wówczas zaopatrzone w latawiec z białych, delikatnych nitek. Całość wygląda jak puchata kula i zwana jest dmuchawcem, gdyż wystarczy byle dmuchnięcie a nasionka odrywają się od rośliny i szybują wraz z wiatrem w dal. W ten sposób mniszki rozprzestrzeniają się po świecie.
- Ale dlaczego w takim razie u babci  były jeszcze mlecze, a w Warszawie są już dmuchawce? – zapytały dzieci.
- Bo babcia mieszka na wschodzie Polski – odparłem. – Tam wiosna przychodzi później. W Warszawie mniszki zakwitły wcześniej i teraz już zamieniły się w dmuchawce. Tam dopiero co zrobiło się ciepło, więc i kwiaty później się pojawiły.
To nawet nie jest źle. Młode liście mniszków nadają się na zdrową i smaczną sałatkę. Starsze mają przykry smak, a nawet bywają trochę trujące. Roślina zaś nabiera wtedy własności leczniczych. Z jej ziela i korzenia wytwarza się preparaty na dolegliwości wątroby i pęcherzyka żółciowego. Stąd słowo „lekarski” w nazwie mniszka.
- A dlaczego on nazywa się mniszek? – dopytywali się Ida i Kacper.
Gdzieś wyczytałem, że przypomina on głowę mnicha, który dawnym zwyczajem wygolił sobie kółko, czyli tonsurę, na środku głowy. Ale właściwie jak ktoś to skojarzył z mleczami lub dmuchawcami – tego dalibóg nie wiem.



2 komentarze:

  1. Zapewne chodzi o mniszka lekarskiego, pospolicie zwanego mleczem :). Ale pod nazwą "mlecz" kryją się inne rośliny. Zatem galimatias większy niż tylko mlecz czy dmuchawiec :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, właśnie to napisałem - również o prawdziwym mleczu! (dałem nawet link do opisu mlecza, który nie jest mniszkiem). Ale uważam, że nie ma na siłę walczyć z utrwalonymi od dawna wyrażeniami z języka codziennego. To samo dotyczy np. akacji, która prawdziwą akacją przecież nie jest :)

      Usuń