26.6.12

Najpierw zauważyliśmy niewielki kopczyk. Miał ciemnoszary kolor, a piasek dookoła, jak to piasek, był żółtoszarobrązowy. Gdy schyliliśmy się, by przyjrzeć mu się bliżej, dostrzegliśmy wejście do małej norki. Musiało ją wykopać jakieś niewielkie zwierzę, zapewne owad. Dość szybko wyjaśniło się, kto to taki. Nie czekaliśmy długo aż przyleciała brunatna pszczoła objuczona żółtym pyłkiem, zatrzymała się na brzegu usypiska i wgramoliła do norki. Po kilku minutach wyjrzała ze środka jej głowa. Dłuższą chwilę rozglądała się dookoła, dzięki czemu mogłem zrobić jej to zdjęcie:
Pszczoła samotnica (prawdopodobnie z rodzaju Evylaeus) w swojej norce. Fot. Wojciech Mikołuszko

19.6.12



Muchołówka szara. Fot. Ewa Przeździecka

Przyglądaliśmy się w ciszy. No, prawie w ciszy. Trochę rozmawialiśmy. Ptaszek przysiadł na drzewie i chwilę później skoczył na gniazdo. Mościł się tam przez moment i zaraz potem zasiadł z gracją na jajkach.

Muchołówka szara na gnieździe. Fot. Ewa Przeździecka

Wiele ptaków zakończyło już pierwsze lęgi. Pisklęta odchowane, więc, wydawać by się mogło, czas na odpoczynek. Ale nie! Liczne drobne ptaki, jak obserwowana przez nas muchołówka szara, w czerwcu przystępują do drugiego lęgu. Od nowa budują gniazda, składają jaja i intensywnie karmią pisklęta. Podobnie czynią te, którym pierwszy lęg się nie powiódł. W końcu wielu drapieżników czyha tylko,  by znaleźć gniazda i pożywić się jajami i pisklętami drobnych ptaków. Wśród amatorów takich dań są choćby domowe koty, sroki, sójki czy kuny. Dlatego gniazda zwykle są budowane w ukryciu, schowane wśród liści, traw, w dziupli czy wysoko na drzewie. Ale nie zawsze. Czasem ptaki zachowują się tak, jakby w ogóle nie bały się drapieżników. Budują gniazda w miejscach, gdzie niemal każdy jest w stanie je zobaczyć.

12.6.12



- I czego one tak rechoczą? – zapytała Ewelina, znajoma Idy i Kacpra podczas naszej ostatniej wycieczki w przyrodę.
Wybraliśmy się do częściowo zalanej wodą żwirowni, o której już tu pisałem. Wtedy, w kwietniu, rośliny dopiero pokazywały pierwsze liście, a żaby i traszki leniwie rozpoczynały gody. Znaleźliśmy wówczas trochę skrzeku (czyli żabich jaj), ale kijanek jeszcze nie było. Tym razem, w czerwcu, sytuacja zmieniła się całkowicie. Żwirownia, szczególnie wokół i w bajorze na jej dnie, wprost kipiała od zieleni. Proszę popatrzeć (i porównać ze zdjęciem sprzed dwóch miesięcy):

Żwirownia z bajorem na dnie

Bajoro na dnie żwirowni - widać m. in. rośliny: pałkę oraz rdestnicę pływającą

W wodzie zaś wprost roiło się od kijanek. Niektóre z nich były prawie gotowe do wyjścia na ląd. O, proszę, tej kijance żaby wyrosły już zarówno nogi przednie, jak i tylne.
Kijanka żaby

4.6.12



- Wujek, zobacz, ile ich znalazłam! – Maja wyciągnęła rękę z plastikowym kubkiem.
Zajrzałem do środku. Na jego dnie leżały liczne podłużne ciemne „patyczki”.
- Chruściki – wyjaśniła Maja.
Ściśle biorąc, samych chruścików już tam nie było.  Zniknęły. Ale my dobrze wiedzieliśmy, gdzie… Sami byliśmy świadkami, jak to się stało.
Chruściki to bardzo ciekawe zwierzęta do obserwacji wraz z dziećmi. Bo - jak przeczytałem niedawno w ciekawej książce Marlene Zuk - „Jeśli chcesz poznawać przyrodę, ale twój młody wiek, brak funduszy lub inne powody uniemożliwiają ci obserwowanie gwiazd bądź badanie kropli wody ze stawu pod mikroskopem, możesz się zająć owadami”.  Na przykład właśnie chruścikami. Tym bardziej, że są pospolite, niegroźne i niepłochliwe, choć dziwnie mało znane.  Chyba dlatego, że tak sprytnie się ukrywają.