21.7.12



Tuż za oknem usłyszałem hałasy. Spokojnie zerknąłem na podwórko, by sprawdzić, co się dzieje. W tym momencie z pojemnika na śmieci wyskoczył szary kłębek futra i pognał na pobliskie drzewo. Wiewiórka. Kolejnego ranka zaczaiłem się na nią, dzięki czemu udało mi się zrobić jej zdjęcie:

Wiewiórka szara przy koszu na śmieci. Fot. W. Mikołuszko

Tak, oczywiście, że to nie jest polska wiewiórka. Nasze mają rude futerko. Ale akurat jesteśmy na wakacjach – w miejscu, gdzie naturalnie żyją wiewiórki szare. Też są ładne, do tego bardzo odważne. Biegają koło naszej kwatery, a rano, gdy jeszcze dzieci śpią, wpadają do śmietników, by wyjadać resztki naszych posiłków. Tak to jest z koszami na śmieci – stały się jednym z ulubionych miejsc spotkań dzikich mieszkańców miast.

10.7.12

Maciuś z Bullerbyn rysuje płoszczycę

- Tato…, polskie dzieci nie lubią robali… - skrzywił się Kacper.
- Ale przecież ty lubisz – zdziwiłem się.
- Ja tak, ale inne dzieci nie… - westchnął.
Zmartwiłem się. Od dawna słyszę i czytam, że dzieci na całym świecie tracą kontakt z przyrodą. Dlatego, gdy  Fundacja Bullerbyn poprosiła mnie, bym podczas jednego z organizowanych przez nią obozów opowiedział dzieciom o swoich książkach, zaproponowałem, że zamiast tego pójdę z nimi „w przyrodę”. Fundacja zgodziła się. Ale Kacper uważał, że nie miałem dobrego pomysłu. W czasie takiej krótkiej wycieczki do lasu, nad łąkę czy rzekę, spotyka się przede wszystkim owady, pająki, czasem też rozmaite skorupiaki czy pierścienice. Wszystko to, co ludzie nie wiedzieć czemu określają wspólnym mianem „robali’. Dlatego, zdaniem mojego syna, dzieci wcale się nie zainteresują tym, co moglibyśmy zobaczyć. Na obóz Fundacji Bullerbyn pojechałem więc nieco zestresowany.

3.7.12

Owoce poziomek. fot. W. Mikołuszko

- Zjadłaś moją poziomkę!
- Mówiłeś, że nie chcesz!
- Wcale nie!
- A właśnie, że tak!
Dyskusja między Idą i Kacprem toczyła się już chyba z dziesięć minut. Usilnie staraliśmy się jej nie słuchać, ale nie bardzo się to udawało. Las wokół nas bzyczał, śpiewał i szumiał w letnim upale, Jacek zasnął w wózku, a starsze dzieci wciąż się kłóciły. Około trzech miesięcy temu opisywałem, jak Ida nudziła się wiosną lesie, marząc o jagodach, poziomkach i malinach. A teraz, gdy leśne owoce dojrzały i tylko czekały, by je zjeść, całą przyjemność zepsuła kłótnia.