10.7.12

Maciuś z Bullerbyn rysuje płoszczycę

- Tato…, polskie dzieci nie lubią robali… - skrzywił się Kacper.
- Ale przecież ty lubisz – zdziwiłem się.
- Ja tak, ale inne dzieci nie… - westchnął.
Zmartwiłem się. Od dawna słyszę i czytam, że dzieci na całym świecie tracą kontakt z przyrodą. Dlatego, gdy  Fundacja Bullerbyn poprosiła mnie, bym podczas jednego z organizowanych przez nią obozów opowiedział dzieciom o swoich książkach, zaproponowałem, że zamiast tego pójdę z nimi „w przyrodę”. Fundacja zgodziła się. Ale Kacper uważał, że nie miałem dobrego pomysłu. W czasie takiej krótkiej wycieczki do lasu, nad łąkę czy rzekę, spotyka się przede wszystkim owady, pająki, czasem też rozmaite skorupiaki czy pierścienice. Wszystko to, co ludzie nie wiedzieć czemu określają wspólnym mianem „robali’. Dlatego, zdaniem mojego syna, dzieci wcale się nie zainteresują tym, co moglibyśmy zobaczyć. Na obóz Fundacji Bullerbyn pojechałem więc nieco zestresowany.

Z pierwszą grupą wybrałem się nad wodę. 10 minut drogi od obozu płynęła rzeka i leżał staw. Niestety, mieliśmy, jak się okazało, mało czasu, a wodne zwierzęta jak na złość poukrywały się tak dobrze, że niewiele udało nam się złowić. Byliśmy więc nieco rozczarowani. Lepiej poszło z drugą grupą. Tym razem zostaliśmy na pobliskiej łące. Jeszcze zanim skończyłem mówić, pod nogi wbiegł nam chrząszcz z grup biegaczowatych. Włożyliśmy tego nienasyconego drapieżnika na chwilę do słoika, by przyjrzeć się mu i zrobić zdjęcie:
Chrząszcz z grupy biegaczowatych
Potem jedno z dzieci, ku memu najwyższemu zdumieniu, odważnie złapało osę. Mogliśmy więc wypuścić biegacza na wolność, a zająć się innym owadem, tym razem z niebezpiecznym żądłem. Dzieci wiedziały, że osy potrafią polować na muchy. Zapomniały jednak, że równie chętnie zbierają słodkie płyny – dlatego tak często można je spotkać na dojrzałymi owocami, przy kompocie czy miodzie. Najprawdopodobniej dorosłe osy żywią się słodkim roślinnym pokarmem, a swoje larwy karmią dietą mięsną. Budują domki z papieru, który wyrabiają ze zdrapywanej masy drzewnej wymieszanej z ich śliną. Wewnątrz królowa zajmuje się składaniem jaj, a jej córki-robotnice – opieką nad potomstwem.
Po tej przygodzie oczywiście osę wypuściliśmy, a sami ruszyliśmy się w stronę wysokich pokrzyw, ostów i innych roślin. Tam natrafiliśmy na małe pajączki, które świeżo wykluły się z jaj i jeszcze razem spędzały czas, otoczone ochronną siecią:
Grupa małych pajączków
 Potem spotkaliśmy na dziwnego, ale bardzo kolorowego owada. Dzięki atlasowi zwierząt udało nam się go na szczęście szybko oznaczyć. 
Strojnica balaszkówka

Ten owad nazywa się strojnica baldaszkówka. Żywi się sokami roślin, które wysysa za pomocą małej kłujki.
Spotkaliśmy jeszcze parę pająków, koników polnych i rozmaitych innych owadów. Z pewnością się nie nudziliśmy. Jeden z chłopców, Maciuś, który brał udział w wyprawie nad wodę, narysował potem pięknie napotkaną tam płoszczycę (o której już tutaj pisałem):
Maciuś narysował płoszczycę.
 W sumie więc wyszło na to, że przynajmniej część polskich dzieci nadal lubi „robale”. Niektóre, zgodnie z przewidywaniami Kacpra, rzeczywiście trochę się nudziły. Niektóre się bały i dziwiły mi, że bez lęku biorę do ręki chrząszcze i pająki.
Mam jednak nadzieję, że dzięki wycieczce w „świat robali” trochę go polubiły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz