21.7.12



Tuż za oknem usłyszałem hałasy. Spokojnie zerknąłem na podwórko, by sprawdzić, co się dzieje. W tym momencie z pojemnika na śmieci wyskoczył szary kłębek futra i pognał na pobliskie drzewo. Wiewiórka. Kolejnego ranka zaczaiłem się na nią, dzięki czemu udało mi się zrobić jej zdjęcie:

Wiewiórka szara przy koszu na śmieci. Fot. W. Mikołuszko

Tak, oczywiście, że to nie jest polska wiewiórka. Nasze mają rude futerko. Ale akurat jesteśmy na wakacjach – w miejscu, gdzie naturalnie żyją wiewiórki szare. Też są ładne, do tego bardzo odważne. Biegają koło naszej kwatery, a rano, gdy jeszcze dzieci śpią, wpadają do śmietników, by wyjadać resztki naszych posiłków. Tak to jest z koszami na śmieci – stały się jednym z ulubionych miejsc spotkań dzikich mieszkańców miast.

W końcu to dla nich świetna restauracja. Prawda, że jedzenie tu podają nieco zepsute i słabej jakości, a właściciele stołówki zamiast zapraszać gości, zwykle ich przepędzają, ale za to najeść się tu można całkowicie za darmo. Nie trzeba trudzić się z wygrzebywaniem pędraków z gleby, wspinaniem wysoko na drzewa po orzechy lub żołędzie, polowaniem na drobne gryzonie, wszystko tu jest gotowe i podane jak na tacy. Nic więc dziwnego, że chętnych nie brakuje. W Warszawie do śmietników wpadają najczęściej ptaki: wróble i kawki, czasem też sroki i gawrony. Gdy miejsce jest położone niedaleko wody, chętnie z niego korzystają mewy. Słyszałem też o lisach czy nawet dzikach wpadających na obiad do śmietnika. Z okien naszego warszawskiego domu nie widać jednak dobrze tych stołówek. Tutaj zaś stoją wprost pod oknem. Ma to swoje wady, oczywiście, ale znalazła się i zaleta. Chcąc nie chcąc bowiem widzimy, kto raczy się resztkami z naszej kuchni. Prócz wiewiórek regularnie zaglądają do nas wróble. A kiedyś nasz śmietnik zwabił samego skunska. Ten jednak nie miał równie eleganckich manier, co wiewiórki, lecz po prostu wywrócił cały kosz, wlazł do środka i wyżerał, co się dało. Baliśmy się go wypędzać, bo przecież słynie z obrzydliwie cuchnącej wydzieliny, którą wyrzuca w stronę przeciwników. Zjadł więc, co chciał i dopiero wtedy opuścił naszą siedzibę.
W innych krajach bywa podobno jeszcze groźniej. W rumuńskim mieście Braszów śmietniki plądrują niedźwiedzie. Stały się wręcz rodzajem atrakcji, która ściąga tam turystów. Ludzie wieczorami wychodzą na ulice, by móc obserwować wielkie niedźwiedzie wyszukujące pożywienia wśród śmieci (filmik pokazujący jedną z takich przygód wkleiłem na samej górze wpisu). To już jednak niebezpieczne hobby. Zdenerwowane niedźwiedzie są naprawdę niebezpieczne. Zdarzyły się więc w Braszowie poważne wypadki.
Na szczęście my się nie musimy obawiać. Wiewiórki jeszcze nie są groźne. A naprawdę ładne. Ciekaw jestem, kto jeszcze zawita do naszych śmietników.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz