28.8.12

- Tygrzyka to bym poznał z zamkniętymi oczami – oznajmił Kacper.
No, to już była przesada. Owszem, tygrzyk to pająk o tak charakterystycznym wyglądzie, że trudno go z czymkolwiek innym pomylić. Nie dość bowiem, że jest duży, to na dodatek jego tułów pokryty jest żółto-czarnymi paskami, prawie jak osa. O, proszę zobaczyć:
Tygrzyk paskowany. Fot. W. Mikołuszko
Mimo to trudno mi sobie wyobrazić, jak z zamkniętymi oczami dostrzec ten charakterystyczny wzór. 

22.8.12

Muszla błotniarki z muszelkami w środku. Fot. W. Mikołuszko
- Patrz, wujek, ona rodzi małe ślimaczki – Jaś pokazał mi muszlę, którą przed chwilą wyjął z wody.
Rzeczywiście, w jej środku znajdowało się chyba z kilkanaście innych małych muszelek. 
- Nie, nie rodzi – odparłem. – Zobacz, te muszelki też są puste. A poza tym takie ślimaki składają jaja, a nie rodzą żywych młodych.
W narwiańskim starorzeczu. Fot. W. Mikołuszko
Jaś wyrzucił więc małe muszelki i w ciszy dalej przyglądał się wodzie, a właściwie całej masie roślin, które w niej rosły. Sunęliśmy kajakiem przez starorzecze Narwi. Tędy musiała kiedyś płynąć rzeka, ale jak to z nią bywa, zmieniła koryto i teraz toczyła swe wody inną drogą. Pozostawiła po sobie tylko zbiornik połączony wąskim przejściem z głównym nurtem. Jaś (o którym już tu i tu pisałem) lubił ze mną wpływać na to starorzecze. 

16.8.12

- To już trzecia – westchnął Adaś, kuzyn Idy, Kacpra i Jacka.
Prawdę mówiąc, sądziłem, że moje odkrycie zrobi na nich większe wrażenie. Gdy siedzieliśmy wieczorem na podwórku nagle dostrzegłem dziwny ruch w piaskownicy. Szybko podszedłem bliżej, by przekonać się, że utknęła tam malutka jaszczurka oblepiona ziarnami piasku. Zrobiłem jej zdjęcie, ale z powodu zmierzchu i pośpiechu nie wyszło najlepiej. Proszę bardzo:
Młoda jaszczurka, najprawdopodobniej zwinka. Fot. W. Mikołuszko
Zawołałem dzieci. Przybiegły, ale były zdecydowanie mniej podekscytowane niż sądziłem. Adaś wziął jaszczurkę do ręki, by przenieść ją w bardziej bezpieczne miejsce:
Młoda jaszczurka, najprawdopodobniej zwinka. Fot. W. Mikołuszko

A jednocześnie zaczął mi tłumaczyć:

10.8.12


Ledwie parę dni po tym, jak uratowaliśmy dzięcioła dużego, możemy się pochwalić kolejnym sukcesem. Tym razem jest on całkowitą i wyłączną zasługą Idusi.
- Bo to było tak – opowiadała moja córka. – Zobaczyłam, że kot chce zjeść jaskółkę, a ona zaczepiła się nóżkami o siatkę na krześle i nie mogła uciec, więc podeszłam, a ona rzuciła się w poduszki na drugim fotelu, a za nią kot, więc włożyłam rękę i ją stamtąd wyjęłam.
Ida ratuje młodą jaskółkę dymówkę. Fot. W. Mikołuszko

8.8.12

O tym, jak uratowaliśmy dzięcioła
- Wojtek! Wojtek! – krzyk mojej żony był tak pełen przejęcia, że natychmiast rzuciłem pracę i pobiegłem na balkon.
Akurat byliśmy u dziadków Idy, Kacpra i Jacka. Ich mama wraz z najmłodszym wyszła na balkon, który ogrodzony jest przezroczystymi płytami. Gdy wbiegłem tam, od razu zobaczyłem, co się stało. Między krzesło a płytę zaplątał się dzięcioł. Przestraszony swoją sytuacją próbował wyrwać się, ale bez przerwy uderzał w przezroczystą płytę. Widział za nią drzewa, łąki i wolność, ale nie potrafił zrozumieć, że tędy nie przeleci, że trzeba podskoczyć nieco wyżej, a już odzyska upragnioną swobodę. Podszedłem do niego i złapałem go chwytem wyuczonym podczas obrączkowania ptaków
Młody dzięcioł duży (ratowany przed rozbiciem się o ogrodzenie). Fot. I. Mikołuszko

3.8.12

W poszukiwaniu zwierząt nad morzem. Fot. W. Mikołuszko
- Tato, chodź tu! – wołał Kacper.
Chwilę wcześniej straciłem go z oczu. Schował się gdzieś między kamieniami na plaży. Ten dzień wakacji spędzaliśmy akurat nad morzem. Ale nie było mowy o leżeniu i opalaniu się. Po pierwsze pogoda nie sprzyjała temu. A po drugie: tyle tu było do obejrzenia! Kacper i Ida rozbiegli się w poszukiwaniu przyrodniczych skarbów. Już sam brzeg plaży był zapełniony mieszaniną muszli i kamieni:
Kamienie i muszle na plaży. Fot. W. Mikołuszko
Ale dzieci znalazły coś jeszcze.