10.8.12


Ledwie parę dni po tym, jak uratowaliśmy dzięcioła dużego, możemy się pochwalić kolejnym sukcesem. Tym razem jest on całkowitą i wyłączną zasługą Idusi.
- Bo to było tak – opowiadała moja córka. – Zobaczyłam, że kot chce zjeść jaskółkę, a ona zaczepiła się nóżkami o siatkę na krześle i nie mogła uciec, więc podeszłam, a ona rzuciła się w poduszki na drugim fotelu, a za nią kot, więc włożyłam rękę i ją stamtąd wyjęłam.
Ida ratuje młodą jaskółkę dymówkę. Fot. W. Mikołuszko
Już tłumaczę: dzięki doświadczeniu, jakie Ida zdobyła na Akcji Bałtyckiej, wiedziała, jak poprawnie trzymać ptaki. Nie bała się więc jaskółki, nie musiała wołać po pomoc, poradziła sobie zupełnie sama i nie zrobiła jej żadnej krzywdy! Pękam z dumy :)
A jaskółka, jak się okazało po bliższym przyjrzeniu, należała do gatunku dymówki. Poznaliśmy to po ceglastym podgardlu i takiej samej plamie nad dziobem. Ponieważ zaś kolor był dość blady, plama na czole nieduża, a w kątach dziobach dało się dostrzec żółte zajady, sądzę, że to znów, podobnie jak w przypadku dzięcioła, był osobnik młody. Z tej racji tak łatwo dał się podejść kotu i zupełnie nie wiedział, w którą stronę uciekać. Dr Kruszewicz w książce "Ptaki Polski" pisze, że jeśli młode dymówki przeżyją i nauczą się, jak unikać niebezpieczeństw, jeszcze w sierpniu zbijają się w duże stada. Już to zresztą widzimy w okolicach domu dziadków Idy i Kacpra. Dymówek przybywa, latają dookoła i razem siadają na drutach linii elektrycznej. Pod koniec miesiąca prawdopodobnie odlecą daleko do Afryki. Mamy nadzieję, że uratowana przez Idę dymówka też tam dotrze. Przez chwilę, gdy wypuszczaliśmy ją na wolność, baliśmy się, że nic z tego nie będzie. Jaskółka usiadła na dłoni Idusi, opuściła skrzydełko i się nie ruszała. Martwiliśmy się, że je sobie połamała. Po chwili jednak skoczyła i poleciała pięknym łukiem daleko nad ogród. 
Kto wie, może w przyszłym roku wróci tu i założy rodzinę? Fajnie byłoby to zobaczyć. Szkoda tylko, że nie wiemy, jak ją rozpoznać.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz