8.8.12

O tym, jak uratowaliśmy dzięcioła
- Wojtek! Wojtek! – krzyk mojej żony był tak pełen przejęcia, że natychmiast rzuciłem pracę i pobiegłem na balkon.
Akurat byliśmy u dziadków Idy, Kacpra i Jacka. Ich mama wraz z najmłodszym wyszła na balkon, który ogrodzony jest przezroczystymi płytami. Gdy wbiegłem tam, od razu zobaczyłem, co się stało. Między krzesło a płytę zaplątał się dzięcioł. Przestraszony swoją sytuacją próbował wyrwać się, ale bez przerwy uderzał w przezroczystą płytę. Widział za nią drzewa, łąki i wolność, ale nie potrafił zrozumieć, że tędy nie przeleci, że trzeba podskoczyć nieco wyżej, a już odzyska upragnioną swobodę. Podszedłem do niego i złapałem go chwytem wyuczonym podczas obrączkowania ptaków
Młody dzięcioł duży (ratowany przed rozbiciem się o ogrodzenie). Fot. I. Mikołuszko
Chwilę później przybiegli Ida i Kacper. Obejrzeliśmy dzięcioła, zrobiliśmy mu zdjęcie i wypuściliśmy na wolność. Doleciał do najbliższego drzewa, usiadł na pniu i jak gdyby nigdy nic zaczął go oglądać w poszukiwaniu smakowitych owadów. My zaś, dzięki zdjęciu i świetnemu atlasowi „Ptaki. Przewodnik Collinsa” stwierdziliśmy, że był to młody osobnik dzięcioła dużego, kiedyś zwanego też dzięciołem pstrym wielkim. Właściwie nie powinniśmy się dziwić. W przyrodzie pełno teraz młodych ptaków, które wyfrunęły z gniazda i rozpoczynają życie na własną rękę. Muszą się jeszcze wiele nauczyć. Z braku doświadczenia wpadają w rozmaite pułapki. Nasz dzięcioł miał szczęście. Innym tak dobrze się nie powodzi. Wpadają pod samochody, rozbijają się o szyby i padają łupem drapieżników. Z drugiej strony takie niedoświadczone podloty często łatwiej obserwować. Nie uciekają tak prędko przed człowiekiem i nieraz można im się przyjrzeć z bliska. Ale uwaga – bez potrzeby, dla samej przyjemności, nie należy ich brać w ręce. Jeśli zaś spotkamy poranione czy chore – najlepiej skontaktować się ze specjalistą, na przykład z Ptasiego Azylu w warszawskim zoo (tu są podane numery telefonów). Oni podpowiedzą, co zrobić i w razie potrzeby przyjmą podlota pod swe „skrzydła”.
Nasz dzięcioł na szczęście nie potrzebował takiej pomocy. Mamy nadzieję, że teraz będzie sobie lepiej radził w przyrodzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz