22.8.12

Muszla błotniarki z muszelkami w środku. Fot. W. Mikołuszko
- Patrz, wujek, ona rodzi małe ślimaczki – Jaś pokazał mi muszlę, którą przed chwilą wyjął z wody.
Rzeczywiście, w jej środku znajdowało się chyba z kilkanaście innych małych muszelek. 
- Nie, nie rodzi – odparłem. – Zobacz, te muszelki też są puste. A poza tym takie ślimaki składają jaja, a nie rodzą żywych młodych.
W narwiańskim starorzeczu. Fot. W. Mikołuszko
Jaś wyrzucił więc małe muszelki i w ciszy dalej przyglądał się wodzie, a właściwie całej masie roślin, które w niej rosły. Sunęliśmy kajakiem przez starorzecze Narwi. Tędy musiała kiedyś płynąć rzeka, ale jak to z nią bywa, zmieniła koryto i teraz toczyła swe wody inną drogą. Pozostawiła po sobie tylko zbiornik połączony wąskim przejściem z głównym nurtem. Jaś (o którym już tu i tu pisałem) lubił ze mną wpływać na to starorzecze. 
Woda tu raczej stała niż ruszała się, dzięki czemu obficie rozrosły się rośliny. Jak w bogatej oranżerii mogliśmy się przyglądać poszczególnym gatunkom: osoce aloesowatej, rdestnicom, rogatkom, żabiściekom, grążelom i jeszcze paru innym gatunkom, których nie będą wymieniać, by nie zanudzać czytelników. W tej podwodnej dżungli przemykały po cichu liczne zwierzęta: larwy ważek, jętek, wodne pająki i ślimaki - przede wszystkim zatoczki i błotniarki. Oba są roślinożerne, pospolite i można je bez trudu hodować w akwarium. Tutaj łaziły oblepione często rzęsą. Jaś pracowicie przyglądał się wodzie i wyławiał ich muszle. Jeśli w środku znajdowały się żywe ślimaki, wyrzucał je z powrotem. Jeśli były puste – zbierał do kajaka.
Ja z kolei bardzo chciałem zobaczyć kwiat grzybienia białego. W czasie poprzedniej naszej wycieczki dostrzegłem jego pąki. Miałem nadzieję, że tym razem już się rozwinęły. I rzeczywiście, kiedy dopłynęliśmy na miejsce, gdzie rosły, powitały nas pięknymi, dużymi kwiatami. Są pod ochroną, więc nie chciałem ich zniszczyć przypadkowo kajakiem. Wskoczyłem do wody i utaplany w błocie i rzęsie dobrnąłem na piechotę, by zrobić zdjęcie. 
Kwiat grzybienia białego w starorzeczu Narwi. Fot. W. Mikołuszko
Wokół nich zbierały się owady. Jeśli zapylą kwiaty, te stulą się i schowają pod wodę. Rozwiną się w nich nasiona, które, gdy dojrzeją, uwolnią się i dzięki pęcherzykom powietrza będą unosić się na powierzchni. Woda rozniesie je dalej i może gdzie indziej osiądą na dnie i dadzą początek nowej roślinie.
Jasia grzybienie nie za bardzo interesowały. Dalej rozglądał się za muszelkami. Właśnie wyciągnął jedną z nich i zaglądał do środka.
- Patrz, wujek, w niej jest pijawka – zainteresował się.
Ze środka muszli ślimaka rzeczywiście wypełzło podłużne stworzenie o ciemnej barwie. Chwilę mu się przyglądaliśmy, a potem wypuściliśmy na wolność.
- O, a tu co? – zdziwił się Jaś.
W kolejnej muszli też coś musiało mieszkać. Otoczyło ją jakąś błoną, ale zanim zdołaliśmy mu się przyjrzeć, uciekło.
- Ciekawe, dlaczego tyle stworzeń mieszka w muszlach, co wujek?
- Myślę, że to dobre schronienie. Pomagało ślimakowi, to pomoże i innym zwierzętom. Drapieżnikom trudniej zaatakować zwierzę schowane w muszli niż biegające po dnie bez osłony – odparłem.  
Jaś skinął głową. A po powrocie z wycieczki pracowicie posegregował i policzył wszystkie swoje muszle.
Liczenie muszli z narwiańskiego starorzecza. Fot. W. Mikołuszko
- Wujek – oznajmił z dumą – mam już 69 muszli. Brakuje mi tylko 31 do setki. Popłyniemy jeszcze raz?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz