20.9.12

O żołędziach - leśnych owocach, smacznych dla zwierząt, ale czy dla ludzi też?

Leśna wspinaczka. Fot. I. Mikołuszko
- Berek! – krzyknąłem, wrzuciłem Idusi żołędzie za ubranie i uciekłem.
Sami wymyśliliśmy tę zabawę. Podczas naszej niedawnej wycieczki do lasu zobaczyliśmy takie masy żołędzi, że aż się prosiły o wykorzystanie. 
Żołędzie - owoce dębu szypułkowego. Fot. W. Mikołuszko
Zaczęliśmy więc od „berka żołędziowego”. Zabawa polega na tym, by dogonić inną osobę i wrzucić jej żołądź za ubranie. Jak się uda, to drugi uczestnik zostaje berkiem i rusza w pogoń za pozostałymi. Pamiętaliśmy też o innych zabawach. Z żołędzi można przecież budować ludziki i zwierzątka – potrzebne są jedynie patyczki lub zapałki do wtykania. Ale czy coś jeszcze?

Może najpierw parę faktów: żołędzie to owoce dębów. 
Dąb szypułkowy. Fot. W. Mikołuszko
W polskich lasach napotkać można najczęściej trzy gatunki dębów - dwa rodzime: pospolity dąb szypułkowy i nieco rzadszy dąb bezszypułkowy, oraz jeden amerykański, który się u nas zadomowił i rozpanoszył: dąb czerwony. Ich żołędzie mają bardzo podobną budowę. Owoc, należący do grupy orzechów (podobnie jak orzech laskowy), osadzony jest w charakterystycznej twardej miseczce:
Żołądź - owoc dębu szypułkowego. Fot. W. Mikołuszko
Dęby owocują zwykle co kilka lat. Gdy żołędzie dojrzeją, w lesie zaczyna się wielka uczta. Mają one bowiem dużo wartości odżywczych, witamin i związków mineralnych. Żołędziami żywią się więc sójki, wiewiórki, myszy, nornice, żołędnice, dziki czy żubry. Objadają się nimi, a niektóre robią sobie zapasy na zimę. Dzięki temu więcej ich przetrwa do wiosny. Na myszach i innych gryzoniach, które tak się rozmnożyły na żołędziowej diecie, pożywią się z kolei drapieżniki. Wzrośnie więc liczebność łasic czy kun. Ale w kolejnym roku przyjdzie posucha. Dęby będą odpoczywać od wysiłku i wydadzą mniej żołędzi. Ich wielbiciele zaczną głodować, wiele z nich zginie. Czasy niedojadania nadejdą i dla drapieżników. Tak właśnie się toczy cykl życia.
- A czy dęby są jadalne też dla ludzi? – zapytał mnie Kacper.
Hm, wiedziałem, że zawierają dużo pewnego związku chemicznego, taniny, z powodu którego mają okropnie gorzki smak. Ale czy są szkodliwe? Zacząłem szukać. Na stronie Łukasza Łuczaja oraz Eattheweeds znalazłem informacje, że żołędzie są jak najbardziej jadalne. Tak na surowo można jednak zjeść tylko kilka sztuk. Przy większej liczbie drętwieje język, boli głowa i brzuch. Wszystko z powodu wspomnianych już tanin. Można się jednak ich pozbyć poprzez płukanie żołędzi w ługu lub zakopywanie ich w bagnistym gruncie. Potem proszkuje się je, gotuje i zjada. Z mąki żołędziowej można też robić placki.
Jeszcze tego, przyznam szczerze, nie próbowaliśmy. Za to tego samego dnia natrafiliśmy na dodatkową atrakcję w lesie. Za drobną opłatą można się było wspiąć na drzewa. Stamtąd zaś doskonale widać było żołędzie wprost na dębach. Las jest piękny!

3 komentarze:

  1. Jeszcze żołędzi nie próbowaliśmy, ale po tak zachęcającej reklamie spróbujemy... na surowo. Na ługowanie chyba nie starczy mi motywacji. Będzie post o kasztanach:)?

    OdpowiedzUsuń
  2. Proszę tylko uważać na "robaki" - amatorzy żołędzi czasem siedzą w ich środku :) A postu o kasztanach jeszcze nie planowałem, w naszej okolicy ich niewiele, ale kto wie, może gdzieś znajdziemy w czasie wycieczki...

    OdpowiedzUsuń
  3. Robak w czereśni ma smak czereśni, więc może... i ten przejdzie niezauważony? Pewnie za duży? Zobaczymy, dziękuję za ostrzeżenie:)

    OdpowiedzUsuń