6.12.12



 „Zjawiska zachodzące w powietrzu otaczającym kulę ziemską” – przeczytała na głos Ida.
- Atmosferyczne – odpowiedziałem prędko.
- Nie pasuje – odparła moja córka pochylona nad zeszytem ćwiczeń z przyrody.
– O, jeszcze tego nie wiem – znów zaczęła czytać na głos – „Spadek temperatury do minus trzech stopni Celsjusza”.
- Ochłodzenie – powiedziałem, już nieco mniej pewnie.
- Nie pasuje – głos Idy wprawił mnie w zdenerwowanie.
Sądziłem, że jako zawodowy popularyzator wiedzy o przyrodzie, bez trudu pomogę jej w rozwiązywaniu krzyżówki z ćwiczeń do przyrody klasy czwartej szkoły podstawowej. Jak widać, myliłem się. 

- A może zajrzyj do podręcznika – poradziłem głosem pełnym nadziei.
Ida westchnęła, ale posłusznie otworzyła książkę. To na szczęście okazało się trafną poradą. „Zjawiska zachodzące w powietrzu otaczającym kulę ziemską” to, jak się dowiedzieliśmy, jest definicja „pogody”. A „spadek temperatury do minus trzech stopni Celsjusza” nazywa się „przymrozek”. Krzyżówka została więc rozwiązana. A następnego dnia, gdy tylko wyszliśmy na dwór, doświadczyliśmy na własne oczy skutków owego „spadku temperatury do minus trzech stopni Celsjusza”. Zima zapowiedziała się już w październiku pierwszym śniegiem, o którym pisałem na tym blogu. Wkrótce potem śnieg się jednak roztopił, temperatury podniosły, czasem nawet słoneczko wyjrzało. I jedynie liście, jakby na przekór tym radosnym dniom, uparcie opadały z drzew na ziemię.
Ale zima się i tak zbliżała. Dzień się skracał, noc wydłużała, słońce coraz niżej stało na horyzoncie. I wreszcie nadszedł ów przymrozek, o którym się naczytaliśmy w podręczniku Idy. Kałuże pokryły się płatami przezroczystego kryształu.
- Ja – zawołał Kacper, wskakują na lód i rozbijając wątłe jeszcze tafle.
Kacper skacze po zamarzniętej kałuży
 - Tato, on niszczy kałuże – poskarżyła się Ida.
- Nic nie szkodzi – odparłem.
Ida najpierw się zdziwiła, a potem pobiegła i sama wskoczyła na kolejną taflę. Lód wydał dźwięk „trach”, a spod niego trysnęły strumienie mętnej wody. Wszystkim wydało się to zupełnie naturalne, właściwie tak oczywiste, że niewarte oglądania. A przecież to prawdziwe dziwowisko, do którego jedynie zanadto się przyzwyczailiśmy. Większość cieczy bowiem, gdy krzepnie, czyli zamienia się w ciało stałe, to staje się jednocześnie cięższa. Opada wówczas na dno. Przeciwnie jest z wodą – lód, który jest formą stałą wody – jest lżejszy od formy płynnej. Wypływa więc na powierzchnię. Dlatego właśnie kałuże, które obserwowaliśmy z dziećmi, były zamarznięte od góry, a płynne na dole. Dla zwierząt i roślin, które mogłoby tam żyć, to bardzo korzystne. W czasie zimy mogą schować się przy dnie. Panuje tam stała temperatura plus 4 stopni Celsjusza, bo woda o takiej ciepłocie jest najcięższa. Nie ma strachu więc, że spadnie niżej albo że nagle zamarznie zabijając przy okazji zwierzęta.
Lód, nie dość, że lżejszy od płynnej wody, jest też od niej większy. To też niecodzienna właściwość. Zazwyczaj bowiem ciało stałe zajmuje mniejszą objętość od postaci płynnej. Z wodą trzeba więc uważać. Jeśli zamarznie w butelce, to może ją rozsadzić. Jeśli zamarznie w komórkach zwierzęcia, to powiększając się bardzo je poniszczy. Stworzenia, które żyją w ujemnej temperaturze, muszą się przed tym bronić. Część, jak ptaki czy ssaki, zawsze utrzymuje wysoką ciepłotę ciała. Z tego powodu jednak muszą bardzo dużo jeść. Inne chowają się na zimę – albo na dnie jezior albo w ziemię czy pod śnieg  - będzie tam zimno, ale raczej nie poniżej zera. Zamarznięcie więc nie grozi. A wreszcie są takie zwierzęta czy rośliny, które zagęszczają płyny swego ciała. Nawet więc, gdy ich ciało obniży są temperaturę poniżej „minus 3 stopni Celsjusza”, nie zamarzają.
A i to jest ledwie początek opisu zdumiewających własności wody. Bez niej w ogóle nie byłoby możliwe życie na naszej planecie. Znane są bowiem organizmy obywające się bez światła czy bez powietrza, ale wszystkie do przetrwania potrzebują wody.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz