24.1.13






- A to co za ptak? – krzyknąłem wpatrując się w karmnik.
Mieszkamy na betonowym osiedlu i zazwyczaj niewiele ptaków przylatuje do naszego karmnika. Trafiają się gołębie miejskie, kawki, wróble, sikory modre i bogatki. Zdarzają się dni, gdy odwiedzi nas jeden, dwa ptaki. Ostatni atak zimy zmienił to jednak diametralnie. Śnieg, który zasypał Warszawę, przygnał do naszej jadłodajni całą czeredę gości. Sikorki zlatywały się stadami i pozwalały się dokładnie obserwować. Pojawił się nawet dzwoniec, którego nigdy w życiu w naszym karmniku wcześniej nie widziałem. I wreszcie TEN dziwny ptak. Za mały na kawkę, za duży na wróbla. Powoli podchodziłem, by przyjrzeć się temu stworzeniu.
- Ależ to szpak! – zawołałem.
Nie miałem wątpliwości – z nastroszonymi piórkami w naszym karmniku siedział najprawdziwszy szpak. Tymczasem, zgodnie z regułami, jakie rządzą tym gatunkiem, powinien on być w południowej Europie, gdzie objadałby się słodkimi winogronami (ku utrapieniu producentów wina). Szpaki są przecież ptakami wędrownymi. Przylatują do nas na wiosnę i odlatują jesienią. Dlaczego więc ten został?

16.1.13



Na początek muszę się przyznać, że w oficynie, która wydała „Moich skrzydlatych pacjentów” ja również publikuję swoje książki. Jeśli więc ktoś nie wierzy w szczerość moich opinii, proszę nie czytać dalej. Bo wspomnienia dra Andrzeja Kruszewicza, założyciela i wieloletniego kierownika Ptasiego Azylu w warszawskim zoo, a obecnie dyrektora tej instytucji, będę głównie chwalił. Przeczytałem tę książkę nawet moim dzieciom – dziesięciolatce i jedenastolatkowi – a tak przy tym się zaśmiewałem, że Kacper i Ida mieli trudności ze zrozumieniem, o co mi właściwie chodzi. Jakże trudno znaleźć dziś taką książkę: zabawną, ale nie złośliwą. Życzliwą dla ludzi i dla zwierząt. Taką, przy której można poprawić sobie humor, a przy okazji wiele się dowiedzieć i nauczyć.

8.1.13


Norka amerykańska wyjada dzikie polskie ptaki, więc te uciekają do... ludzi



Hm, no to mamy problem. Brzegi jezior mazurskich, które uznano za najbardziej zniszczone, przyciągają najwięcej dzikich ptaków wodnych: łysek i perkozów dwuczubych. Taki dziwny wniosek wypływa z pracy dra Marcina Brzezińskiego i współpracowników, do jakiej niedawno dotarłem.
Wszystko przez norkę amerykańską.

4.1.13





Nowy Rok witam z odmienionym blogiem. Nadal będzie o polskiej przyrodzie, ale nieco inaczej. Znikną opowieści o naszych rodzinnych wyprawach. Pojawią się za to nowości naukowe, książkowe i wydarzeniowe. Będę pisał o odkryciach polskich przyrodników, o publikacjach, jakie uda mi się wyszperać i przeczytać, o konferencjach lub wystawach, w których zdarzy mi się uczestniczyć oraz o wszelkich ciekawostkach, jakie wpadną mi w oko. Zawsze będzie to jednak o stworzeniach, które żyją w naszym kraju i które – przy pewnej dozie szczęście - można zobaczyć podczas wypraw w polską przyrodę. Bo choć na blogu nie będzie już relacji z rodzinnych wypraw, to zapewniam, że nie zamierzamy z nich rezygnować. Nic tak dobrze nie wpływa na mnie, moją żoną i naszą trójkę dzieci niż wycieczki przyrodnicze. Zgadzam się z Richardem Louvem, który w głośnej książce „Last Child in the Woods” zapewniał, że „przyroda nie kradnie czasu; ona go rozszerza”.  Dlatego liczę, że mój blog nadal będzie inspirować gości i czytelników do rodzinnych wypraw oraz samodzielnych obserwacji przyrodniczych.