24.1.13






- A to co za ptak? – krzyknąłem wpatrując się w karmnik.
Mieszkamy na betonowym osiedlu i zazwyczaj niewiele ptaków przylatuje do naszego karmnika. Trafiają się gołębie miejskie, kawki, wróble, sikory modre i bogatki. Zdarzają się dni, gdy odwiedzi nas jeden, dwa ptaki. Ostatni atak zimy zmienił to jednak diametralnie. Śnieg, który zasypał Warszawę, przygnał do naszej jadłodajni całą czeredę gości. Sikorki zlatywały się stadami i pozwalały się dokładnie obserwować. Pojawił się nawet dzwoniec, którego nigdy w życiu w naszym karmniku wcześniej nie widziałem. I wreszcie TEN dziwny ptak. Za mały na kawkę, za duży na wróbla. Powoli podchodziłem, by przyjrzeć się temu stworzeniu.
- Ależ to szpak! – zawołałem.
Nie miałem wątpliwości – z nastroszonymi piórkami w naszym karmniku siedział najprawdziwszy szpak. Tymczasem, zgodnie z regułami, jakie rządzą tym gatunkiem, powinien on być w południowej Europie, gdzie objadałby się słodkimi winogronami (ku utrapieniu producentów wina). Szpaki są przecież ptakami wędrownymi. Przylatują do nas na wiosnę i odlatują jesienią. Dlaczego więc ten został?

Oczywiście, „pomyleńcy” trafiali się zawsze. Jedni w ogóle nie odlatywali, inni - zamiast na południe jesienią frunęli na północ. Tacy odmieńcy z reguły ginęli jednak z głodu i zimna. Ich geny nie były przekazywane dalej. Ostatnimi laty to się jednak zmieniło. Z powodu ocieplania się klimatu ptakom łatwiej przetrwać zimę. Przede wszystkim zaś ludzie zaczęli je dokarmiać– chcący i niechcący. W miejskich śmietnikach zawsze można znaleźć trochę odpadków. Ludzie wystawiają też karmniki, noszą chleb do parków. Część ptaków uznaje więc, że nie warto podejmować męczącej i niebezpiecznej wędrówki na południe. Zostaje w kraju i jakoś sobie radzi. Parę lat temu pisałem w„Focusie” o kapturkach, czyli pokrzewkach czarnołbistych, które coraz częściej zimują w Anglii. Dzięki karmnikom przeżywają zimę i na wiosnę są w lepszym stanie niż ich wykończeni po wędrówce pobratymcy. To już doprowadziło do zmiany kierunku w ich ewolucji – osobniki niemigrujące mają inny kształt skrzydeł. W Bostonie z kolei mają problem z berniklami, które z powodu dokarmiania przestały migrować. Zimą okupują parki i brudzą je swymi odchodami, co część mieszkańców denerwuje (mnie raczej bawiło, gdy tam mieszkałem; lubię bernikle, to piękne ptaki). W Polsce z migracji rezygnują też czasem łabędzie, kaczki krzyżówki, czasem też dzikie gęsi. W przewodniku wyczytałem, że coraz częściej również szpaki zostają na zimę. Szczególnie te z miast. Jeden, jak widać, wpadł na obiad do nas.
Niektórzy ornitolodzy podobno odradzają z tego powodu dokarmiania zimą ptaków. Ci, z którymi rozmawiałem, nie widzieli w tym jednak nic złego. Dzięki karmnikowi ludzie mają kontakt z dziką przyrodą. Ptaki czują się lepiej, a my doceniamy ich urok. Żeby jednak nie zaszkodzić zwierzętom, trzeba spełnić parę warunków. We wspomnianym już tutaj artykule cytowałem Grzegorza Zaniewicza z Uniwersytetu Gdańskiego. Myślę, że mogę tu powtórzyć, co mi powiedział, bo to nadal aktualne: „Na pewno nie należy zaczynać dokarmiać zbyt wcześnie. Jeśli tak zrobimy, to więcej ptaków nie odleci na zimowiska. Najlepiej więc ustawiać karmnik na przełomie listopada i grudnia. Jeśli już jednak zaczniemy dokarmiać, to należy to robić konsekwentnie do końca zimy”.
Howgh.

4 komentarze:

  1. W blokowisku wrocławskim mamy też sroki, wrony siwe i gawrony, ale bez modraszek i bez szpaków (ha! coś podobnego!). Kiedyś przyleciały krzyżówki i robiły na śniegu ładne ślady spacerując po podwórku. Mamy też sąsiadów-emerytów, którzy karmią bardzo regularnie i kota podwórkowego, który regularnie poluje w tym miejscu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, sroki też do nas wpadają - zapomniałem napisać. Natomiast ani wron ani gawronów nigdy w naszej stołówce nie widziałem - chociaż po okolicy latają. Również krzyżówki w życiu nie uświadczyłem nawet w pobliżu karmnika. Niezłe. Trzymam kciuki, żeby modraszki u Was się pojawiły - to śliczne i inteligentne (do tego bardzo zadziorne) ptaszki :)

      Usuń
  2. Witam!
    W moim karmniku (a raczej na parapecie) w centrum Olsztyna też pojawiły się tej zimy szpaki! Jest ich spore stadko (niektóre już rozpoznaję ;-), wydziobują płatki owsiane, a schronienie znajdują w gąszczu zielonego bluszczu, który zarasta ścianę domu.
    Poza tym w karmniku buszują modraszki, bogatki, czasem trafi się uboga z ciemnym łebkiem. Często, zwłaszcza gdy mróz tężeje, zalatują grubodzioby. Są wróble, mazurki, dzwońce. Pod karmnikiem stołują się synogarlice, dwa gołębie miejskie, kos. Miałam też w ogrodzie wizytę krogulca. Ale szpaki to jednak hit tej zimy :-)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wieści o szpakach w Olsztynie. To ciekawe. Swoją drogą, zazdroszczę obecności grubodziobów. Nigdy ich w swoim karmniku nie widziałem, a i poza nim rzadko trafiały przed moją lornetkę.

      Usuń