16.1.13



Na początek muszę się przyznać, że w oficynie, która wydała „Moich skrzydlatych pacjentów” ja również publikuję swoje książki. Jeśli więc ktoś nie wierzy w szczerość moich opinii, proszę nie czytać dalej. Bo wspomnienia dra Andrzeja Kruszewicza, założyciela i wieloletniego kierownika Ptasiego Azylu w warszawskim zoo, a obecnie dyrektora tej instytucji, będę głównie chwalił. Przeczytałem tę książkę nawet moim dzieciom – dziesięciolatce i jedenastolatkowi – a tak przy tym się zaśmiewałem, że Kacper i Ida mieli trudności ze zrozumieniem, o co mi właściwie chodzi. Jakże trudno znaleźć dziś taką książkę: zabawną, ale nie złośliwą. Życzliwą dla ludzi i dla zwierząt. Taką, przy której można poprawić sobie humor, a przy okazji wiele się dowiedzieć i nauczyć.
Bo jak się nie ubawić, czytając  o parze orłów bielików, które latami „namawiano” do rozmnażania, a gdy nic z tego nie wyszło, odkryto, że oboje partnerzy są płci męskiej. Rozdzielono więc parę, co z kolei wywołało protesty organizacji osób homoseksualnych. Albo o przyjaźni potężnego i groźnego orła przedniego z rudą kurą, która wygrzewała się pod jego skrzydłami. Albo o białych puszczykach, które straszyły w szpitalu dla psychicznie i nerwowo chorych  (do „lekarza przyszedł pacjent i cichym drżącym głosem oznajmił, że w parku przy szpitalu regularnie widuje białą sowę. Lekarz (…) oznajmił, że to zupełnie normalne i że on też widuje tu białe sowy”). Albo o przewożeniu przez granicę jednego jajka głuszca, w dodatku z kurą, czarną, której zadaniem było jego wysiadywanie. Czekający godzinami kierowcy ciężarówek wściekli się na doktora Kruszewicza, że „niby to wiezie jajko i staje w krótszej kolejce”. A już płakałem ze śmiechu przy historii o sępie płowym, który w samochodzie puszczał bąki, i to jakie! Towarzyszący mu Tomasz Kłosowski odpłacał sępowi pięknym za nadobne. Zdaniem Kruszewicza „sęp był w o wiele gorszej sytuacji…”. Takich historii jest tam znacznie więcej. Szkoda tego nie przeczytać, naprawdę.
Dla porządku dodam jeszcze parę uwag krytycznych. Przede wszystkim niektóre historie – np. tę o bocianach białych – znam już z „Ptaków Polski” Andrzeja Kruszewicza. Autor w oczywisty sposób uprawia „recykling” swoich opowieści, co mnie trochę irytowało, ale moim dzieciom, które nie znają poprzedniej książki ornitologa, nie przeszkadzało. Czasem też trochę styl szwankuje – pojawiają się powtórzenia, przydługie zdania oraz żargonowe skróty. I wreszcie przynajmniej jedna opowieść – o muchołówkach – nie jest, wbrew tytułowi książki, o pacjentach dra Kruszewicza.
To wszystko jednak zbyt mało, by popsuć przyjemność czytania „Moich skrzydlatych pacjentów”. Oby więcej takich książek!

9 komentarzy:

  1. Panie Wojciechu, z wielką przyjemnością wyróżniłam Pana blog, zapraszam do mnie po wyróżnienie! :D
    Pozdrawiam i dziękuję za pracę w niego włożoną!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wyróżnienie. Czuję się zaszczycony. Dołączyłem link do Pani blogu do spisu po prawej stronie.

      Usuń
    2. Bardzo dziękuję! ;) Podczytuję Pana blog jeszcze zanim Pan wyjechał do Stanów, czyli za czasów 'A dlaczego?". Cieszę się, że kontynuuje Pan blogowe pisanie. Trochę się obawiałam, że już tylko w książkach będzie Pan zawierał swoje ojcowsko-przyrodnicze odkrycia ;)
      Wyróżnienia traktuję jak zabawę i moim celem było przybliżenie Pana bloga mojemu gronu Podczytywaczy. Właściwie, to ja czuję się wyróżniona tym, że Pan odpowiedział na wyróżnienie :D i piszę przez śmiech :DDD Serdecznie pozdrawiam :D

      Usuń
  2. Bardzo interesujący blog, z pewnością jeszcze nie raz tutaj zajrzę :) Pozdrawiam miłośnika przyrody! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie i również pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Swietny blog! A z ksiazek dra Kruszewicza moge polecic Ptaki Polski. To nie tylko opis biologii i wystepowania najwazniejszych gatunkow, ale i bezcenne ciekawostki z zycia ptakow, o ktorych nie mialam wczesniej bladego pojecia. Pozdrawiam cieplo, Ewa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, znam "Ptaki Polski" i bardzo je sobie cenię :)

      Usuń
    2. Ja cenie sobie rowniez plyte dolaczona do tej ksiazki. Dzieki niej dowiedzialam sie ktory to rzezimieszek mnie tak przesladowal swoim ptasim "ujadaniem" za kazdym razem, gdy szlam do pracy w lesie (jako owczesny lesnik:)). I okazalo sie, ze byl to kretoglow. Ech, wypatrzec to cudo to prawdziwe wyzwanie.

      Usuń
    3. Ha, a ja do płyty nie zajrzałem... Jak widać, był to błąd. Może nadrobię niedługo - podczas rodzinnych podróży samochodem, gdy czas się dłuży, a dzieci niecierpliwą :)

      Usuń