22.2.13



Ech, kiedy wreszcie przyjdzie ta wiosna? Śnieg za oknem mnie już męczy. Podczas wycieczek w przyrodę wypatruję oczy za pierwszymi oznakami nowej pory roku. Dzień co prawda wydłuża się, ale wszędzie biało i biało. Widziałem gile, kosy, dzięcioły zielone – ale to wciąż nie zapewnia wiosny. Skoro jednak wciąż tak zima trzyma, to postanowiłem opisać całą garść „zimowych” badań polskiej przyrody.
1. Dotarły do mnie wieści, że w tym roku w Bieszczadach niedźwiedzie nie zapadły w sen zimowy i wędrowały po górach w pełni rozbudzone. Zbierając na ten temat materiał do artykułu w „Przekroju” zapytałem Nurii Selvy z Instytutu Ochrony Przyrody PAN, czy to prawda. Potwierdziła, choć dodała, że nie są to jeszcze w pełni wiarygodne dane naukowe. Niemniej wygląda na to, że ocieplenie klimatu zmieniło życie naszych niedźwiedzi. Tak stało się z susłami w USA, które z powodu cieplejszych zim krócej spały, przed zimą więcej się najadały, tyły, lepiej przeżywały hibernację i w efekcie rozmnożyły się na potęgę. Ciekawe, czy tak samo stanie się z naszymi niedźwiedziami? To by była draka :)
2. Grzebiąc w internecie natrafiłem na ciekawą pracę o naszych ryjówkach. O tych małych ssakach, nagminnie mylonych z myszami, pisałem już pół roku temu. Tu tylko przypomnę, że polski zoolog, August Dehnel, odkrył w 1949 r., iż ryjówki na zimę zmniejszają wymiary ciała. I to nie byle jak – o jedną piątą kurczą im się czaszki, mózgi i kręgosłupy. To było dziwne, bo małe stworzenie szybciej traci ciepło. Ssaki w zimnych klimatach zwykle są więc większe niż w ciepłych, bo dużym łatwiej utrzymać stałą temperaturę. Teraz polsko-angielski zespół udowodnił, że akurat ryjówkom opłaca się zmniejszać. Otóż mają gęstsze futro i żyją pod śniegiem, gdzie temperatura rzadko spada poniżej -1 st. Celsjusza. Choć więc jest tam zimno, to nie aż tak bardzo, a z pewnością dużo cieplej niż na powierzchni. Mniejsze ryjówki potrzebują zaś mniej jedzenia. W sumie więc, jak twierdzą badacze, zyski z kurczenia się przewyższają straty. Może więc powinniśmy nauczyć się tej sztuczki od ryjówek? Tylko czy naprawdę chcielibyśmy kurczyć się na zimę? Ja chyba bym się nie zdecydował na taką zmianę…
3. Dzikiego rysia widziałem raz w życiu. I to nie w Polsce, a na Białorusi. Daleko, daleko, bo aż w zonie czarnobylskiej (ech, to była wyprawa!). Było to przeżycie niezwykłe i chętnie bym je powtórzył na naszej polskiej ziemi. Niestety, rysi u nas mało, ledwie koło 200. Dlatego kibicuję wszelkich próbom przywracania go naszej przyrodzie. Nie zawsze się one udają, bo to wcale nie tak proste. W Puszczy Kampinoskiej wypuszczono kilka rysi, ale niewiele wiadomo o ich losach. Akcja zatrzymała się, choć warto ją kontynuować. Na Mazurach zajmuje się tym WWF Polska razem z Parkiem Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie. Rysie wypuszczają tam powoli. Najpierw poszły zwierzęta z białoruskich ogrodów zoologicznych, a niecały rok temu trzy dzikie osobniki z Estonii. Nie wszystkich losy są znane. Dlatego właśnie WWF Polska niedawno zorganizował zimowe liczenie mazurskich rysi (tutaj piszą o tym). Nie do końca podobno im się udało, bo akurat padał śnieg i zasypywał tropy. Zobaczymy, co z tego wyniknie.
Zimowych wieści chyba wystarczy. Liczę, że następne będą wiosenne :)

2 komentarze:

  1. Wow bardzo fajny blog. Również kibicuję WWF w odnawianiu populacji rysia. Mam nadzieje, że im się to uda:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za pochwały. To za rysie trzymamy kciuki razem :)

      Usuń