26.3.13


Tak, to nie żart. Niedaleko Warszawy naprawdę jest miejsce, gdzie zgromadzono 6 milionów zwierząt. To największa kolekcja zoologiczna w całej Polsce. Jej zbiory stanowią połowę wszystkich okazów, jakie znajdują się w całym naszym kraju. Ale trafić tam niełatwo. Nie organizuje się tam wycieczek. Nie ma muzeum ani wystawy. Po prostu stoi tam wielki magazyn, w którego szufladach, szafach i na półkach tkwią okazy zbierane po całym świecie przez polskich przyrodników od ponad 200 lat. To niemal cud, że te słoje i wypchane skórki przetrwały zmienne losy naszej historii, w tym dwie wojny i dwa pożary. A znajdują się one w…
Dominika Mierzwa pokazuje kolekcję zakonserwowanych gadów i płazów. Fot. Marzena Hmielewicz, Adventurepictures.eu

Stacji Badawczej Muzeum i Instytutu Zoologii PAN w Łomnej-Lesie niedaleko Warszawy. Trafiły tam w roku 1972, gdy w budynku, gdzie je wcześniej przechowywano, zaczęły pękać ściany. Pierwotnie zaś znajdowały się w samym centrum stolicy. W XIX wieku, gdy tworzono tę kolekcję, inaczej wyglądały badania naukowe. Nasi wielcy przyrodnicy jeździli po świecie i polowali na egzotyczne zwierzęta, które, po wypchaniu lub zakonserwowaniu w formalinie czy alkoholu, trafiały do centrali. W poszukiwaniu cennych okazów naturaliści narażali się na poważne niebezpieczeństwa. Wielu z nich chorowało, odniosło rany lub nawet zginęło. Zwierzęta, na które polowali, niekiedy już wymarły. Tym cenniejsze są więc okazy, które znajdują się w Łomnej. Ech, nie miejsce tu, by szczegółowo opisywać wielkie zbiory i ich twórców.
Ale ten zapach egzotyki i przygody, mam wrażenie, wciąż unosi się w magazynie w Łomnej. Dzięki uprzejmości dyrekcji Instytutu Zoologii miałem możliwość kilku wizyt. Napisałem na temat zbiorów dwa artykuły („Ropuchy jeszcze trzymają fason” w 2002 roku w „Gazecie Wyborczej” oraz „Zwierzęta w labiryncie szaf” w 2007 roku w „National Geographic Polska”). W marcu znów się tam pojawiłem, tym razem z Marzeną Hmielewicz, która zrobiła powyższe zdjęcie Dominiki Mierzwy oprowadzającej nas po zbiorach. I choć byłem tam po raz kolejny, to nadal ogrom tej kolekcji zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Poczułem się oszołomiony przez bogactwo życia na Ziemi, wciągnięty w egzotyczną przygodę.
Oczywiście, wiem, że niektórych odstręcza od takich zbiorów to, że wszystkie te zwierzęta zostały zabite i wypchane. Moim zdaniem nie można jednak przykładać dzisiejszej miarki do XIX-wiecznych metod pracy. Ci, którzy polowali wówczas na okazy do muzeum, jednocześnie byli pionierami walki o ochronę przyrody. To, że dziś bardziej szanujemy przyrodę, to także efekt ich wysiłków. I za to im chwała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz