22.3.13



Oj, ta zima uparła się, by nas nie opuścić. Zgodnie ze swym postanowieniem będę jednak pisał o „wiosennych” odkryciach. Natrafiłem na dwie ciekawe prace i śpieszę, by o nich donieść. Jedna jest o srokoszu. Ten nieduży, ale bardzo drapieżny ptak z grupy dzierzb, ma obyczaj nabijania swoich ofiar na „pal”, czyli na gałęzie, kolce lub druty. 



Druga praca poświęcona jest tygrzykowi paskowanemu, o którym już tu kiedyś pisałem. Ten pięknie ubarwiony pająk, jeszcze do niedawna był wielką rzadkością w Polsce. Dziś stał się bardzo pospolity.


A zatem zaczynajmy:


1. O srokoszu pisze prof. Piotr Tryjanowski w swojej nowej publikacji. Wraz ze współpracownikami uczony badał właśnie upodobanie ptaków do nabijania ofiar na pal. Zwyczaj ten podobno ułatwia im rozrywanie upolowanych chrząszczy, jaszczurek, myszy czy ptaków na małe kawałki, które są bardziej sposobne do połknięcia. Również, gdy upolowane zwierzę ma własności trujące, po nabiciu na gałąź bez trudu można oddzielić jego niebezpieczne fragmenty ciała od jadalnych. A wreszcie, jeśli ofiara jest bardzo duża albo łów udał się nadspodziewanie dobrze, można ofiary przechować na „czarną godzinę”. Prof. Tryjanowski twierdzi jednak, że to nie jedyna rola nabijania na pal. W swojej pracy zauważa, iż lepiej sobie w tym radzą samce niż samice. Paniom srokosz nabijanie ofiar zajmuje więcej czasu, robią to bardziej niezdarnie i  zwykle kryją się z tym gdzieś w głębi krzaka. Panowie odwrotnie: upolowane zwierzęta wbijają na kolce szybko, sprawnie i – uwaga to ważne! -zwykle w miejscu bardzo widocznym. Szczególnie chętnie swoimi zdobyczami samce chwalą się na początku sezonu rozrodczego. Stąd wniosek zespołu prof. Tryjanowskiego, że nabijanie na pal ma dodatkową funkcję – pomaga w zalotach. Samce pokazują swe ofiary samicom i w ten sposób przekonują je, że są świetnymi łowcami, z którymi warto bliżej się związać. Dlatego też ćwiczą to zadanie wytrwalej i osiągają w nim lepsze wyniki niż samice. 
 
2. O tygrzyku przeczytałem w serwisie BBC Nature i z żalem stwierdzam, że nie udało mi się zyskać dostępu do całej pracy. Niemniej to, co się dowiedziałem, i tak rozwiązuje wielką zagadkę. Z czasów mojego dzieciństwa nie pamiętam bowiem żadnych tygrzyków z wycieczek przyrodniczych. A trudno przeoczyć te pająki – są duże, budują wielkie pajęczyny, na których siedzą pokazując swe widoczne z daleka żółto-czarne paski. Wiem, że wtedy w Polsce były rzadkością. Żyły głównie na ciepłym południu, nad brzegami Morza Śródziemnego. To się jednak zmieniło. Niedawno zaczęły podbijać zimną część Europy. W Polsce stały się wręcz ostatnio pospolite. Widuję je często, a i dzieci lubią im się przyglądać. Skąd jednak taka zmiana w tygrzykach? Dlaczego nagle polubiły zimne kraje? Słyszałem opowieści, że może to z powodu ocieplenia klimatu, ale nikt tego nie udowodnił. Ponadto temperatury nie wzrosły aż tak bardzo, by Polska stała się równie gorąca co Grecja. Autorzy nowej pracy twierdzą, że owszem, to po części wina ocieplenia klimatu, ale inaczej niż nam się zdawało. Rosnące temperatury pozwoliły jedynie śródziemnomorskim tygrzykom dotrzeć do małej grupy ich krewniaków znad Morza Czarnego. Tamte były bardziej odporne na chłód. Obie populacje skrzyżowały się ze sobą, dzięki czemu śródziemnomorskie tygrzyki nabyły nowe geny, które pozwalają na przeżycie srogiej zimy. Tak zaopatrzone ruszyły na północ. Potrafią przetrwać zimę jako małe pajączki, a potem, w czasie niedługiego lata szybko urosnąć i złożyć jaja. Z nich jesienią wykluwa się nowe pokolenie, które na chłodne miesiące kryje się gdzieś wśród liści czy traw pod śniegiem. Typowe pająki znad Morza Śródziemnego nie miały tych umiejętności.

Zobaczymy, jak poradzą sobie w tym roku, po wyjątkowo długiej zimie. To najlepszy test dla ich nowych genów.


2 komentarze:

  1. No nieźle, ale ja nadal nie widziałam tego tygrzyka. No, może go w końcu zobaczę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto się rozglądać po łąkach szczególnie pod koniec lata (sierpień) - wtedy są duże i łatwo widoczne.

      Usuń