14.6.13



„Czy będzie post o rakach?” napisała do mnie autorka zaprzyjaźnionego bloga Frajda Przyrodnika. Dobrze, będzie. Już jest. I zamierzam się z tej okazji rozprawić z poglądami, które uparcie krążą po Polsce. Co i rusz zdarza mi się słyszeć coś w rodzaju „A tutaj są raki? Znaczy się, że woda czysta, bo raki, jak słyszałem żyją tylko w czystych wodach”. Albo też „To będziemy łowić raki? Pamiętam, jak dziadek opowiadał, jakie są smaczne…”.


Właśnie: „dziadek opowiadał”. To bardzo ważny wątek. Bo od czasów dziadków sporo się z naszymi rakami pozmieniało. Dawno temu Polskę zamieszkiwały dwa gatunki raków: szlachetny, zwany też rzecznym lub szewcem oraz rak błotny zwany także stawowym lub krawcem. Ten pierwszy, jeszcze 150 lat temu bardzo pospolity w naszych rzekach, lubował się wyłącznie w wodach czystych. Jego obecność była doskonałą wskazówką jakości rzeki lub strumienia. Ale w 1860 roku statek płynący z Ameryki Północnej przywiózł do Europy zarodniki chorobotwórczego grzyba. Wywoływał on dżumę raczą, która zaczęła dziesiątkować raki szlachetne i błotne. Ludzie, z których stołów zaczęły znikać przesławne racze szyjki, postanowili poprawić przyrodę. Z Ameryki Północnej przywieźli więc raka pręgowanego, który jest odporny na dżumę raczą. Ten gatunek świetnie się poczuł w wodach europejskich. Wkrótce się okazało, że nie tylko był odporny na chorobotwórczego grzyba, ale wręcz roznosił jego zarodniki. Tym szybciej i sprawniej wypierał więc rodzime gatunki. Przeciwnie do raka szlachetnego dobrze też sobie radził w wodach zanieczyszczonych. Do dziś opanował większość obszaru Polski i stał się najczęściej spotykanym rakiem. Niedobitki rodzimych jeszcze podobno można zobaczyć w południowo-wschodnich zakątkach kraju, ale szanse na ich powrót do dawnej świetności są nikłe. Obecność raka wcale więc nie świadczy o czystości wody – chyba, że natrafimy na szewca, a to wcale nie takie łatwe.
Najpospolitszy dziś rak naszych wód nie cieszy też smakoszy. Rodzime raki szlachetne jadano niegdyś w ogromnych ilościach. W „Zoologii stosowanej” Kaweckiego znalazłem informację, że „w XIV wieku w czasie ślubu książęcego na Śląsku zjedzono ich 75 tysięcy sztuk, a w XVII wieku za panowania Jana Kazimierza miano nimi nakarmić całe wojsko”. Dziś tylu raków szlachetnych nie sposób złowić. Rak pręgowany zaś, który miał go zastąpić, zupełnie się nie sprawdził. Nie dorasta do takiej wielkości, by się nadawać do regularnego spożycia. Podobno próbowano z niego robić konserwy, ale – jak mi się zdaje – ten sposób podawania się nie przyjął.
Gwoli ścisłości dodam, że od niedawna w polskich wodach żyje jeszcze jeden gatunek raka amerykańskiego – rak sygnałowy. Nie jest go jednak dużo. Oba gatunki raków amerykańskich NIE są w Polsce objęte ochroną. Można je bez żadnych ograniczeń łowić. W filmiku zamieszczonym na górze Brytyjczycy wręcz zalecają, by chronić środowisko, jedząc raki amerykańskie. Moim zdaniem to pomysł nie do zastosowania u nas. Raz, że jak pisałem, w Polsce obce raki są za małe, by nadawać się na stoły. A dwa, że niechcący możemy upolować nasze rodzime gatunki, które są pod ścisłą ochroną. Jak odróżnić jedne od drugich szczegółowo opisuje dr Witold Strużyński w magazynie „Salamandra”. Ten sam autor opublikował tam też artykuł o historii ginięcia naszych raków rodzimych i rozprzestrzeniania się raków amerykańskich. Polecam!

8 komentarzy:

  1. Przydatny artykuł. Mimo, że niby jestem w temacie, to nie słyszałam o rakach sygnałowych. Klikam po podanych linkach i idę się dokształcać :).

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha, teraz mogę się powołać na autorytet w sprawach raków i czystości wód:)
    A czy jest szansa na parę słów o ślimakach - tych ze skorupką i tych bez, ale za to z dziurami na boku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, z przyjemnością napisze o ślimakach, ale proszę napisać dokładnie, o których. Z rakami łatwiej, bo mamy 4 gatunki, z czego 2 rodzime. Slimaków jest dużo więcej u nas, wodne, lądowe, bezmuszlowe i muszlowe...

      Usuń
    2. Jak miło! To ja na początek ;) poproszę o takie, które spotykam na ścieżce po deszczu nad polskim morzem - są ogromne, często czarne, nie maja muszli - może już zgubiły?

      Usuń
    3. To chyba pomrowy. Będę je miał w pamięci i szukał informacji. Jak tylko znajdę coś ciekawego, chętnie napiszę, ale to może trochę potrwać, bo akurat znów wyjechałem...

      Usuń
    4. Dziękuję, nie ma pośpiechu! Swoją drogą, co za wdzięczna nazwa.

      Usuń
  3. No proszę - trzeba ładnie poprosić i już się otrzymuje wyczerpujące dane na zadany temat! Dziękuję serdecznie za pamięć!!! Poczytałam uważnie (również linki) i wierzę, że upolujemy pręgowanego.

    OdpowiedzUsuń